niedziela, 8 maja 2022

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 6


Tomasz Beksiński

Drugą charakterystyczną postacią „Wieczoru płytowego” był Tomasz Beksiński (26 XI 1958 - 24 XII 1999). I choć wielu ludzi kojarzy go właśnie z tą audycja i to jemu przypisuje wiele jej sukcesów, to jednak nie on był jej twórcą, mózgiem i głównym koryfeuszem, a wspomniany Tomasz Szachowski. Ale też trzeba oddać młodemu Beksińskiemu sprawiedliwość i podkreślić fakt, że w ostatnich latach jej istnienia, to właśnie on i jego gusta muzyczne nadawały jej ton programowy.

O młodym Beksińskim można napisać naprawdę wiele, bo jest ku temu dużo materiałów drukowanych i dostępnych w Internecie. Jego osobie poświecono filmy dokumentalne i fabularne, monografie, liczne artykuły, a nawet całe portale internetowe. Problemem nie jest więc brak informacji, a oddzielenie dominującej w nich hagiografii od jego prawdziwego życia i rzeczywistych dokonań. A na chłodno patrząc oraz biorąc pod uwagę jego możliwości i potencjalne zdolności, w stosunku do tego co po nim zostało, to jego dokonania nie są znowu aż tak imponujące. Na pewno jednak był on człowiekiem nietuzinkowym, zdolnym i wyjątkowo oryginalnym, tak zresztą jak jego ojciec.

Tomasz Beksiński urodził się w Sanoku, z perspektywy Warszawy, mieście leżącym dokładnie na drugim końcu Polski. Właściwie swój dobry strat życiowy zawdzięczał ojcu, znanemu malarzowi Zdzisławowi Beksińskiemu (1929-2005). Bowiem to ojciec zaszczepił w nim zainteresowanie muzyką, bo sam się nią fascynował i – jak mawiał - niczego nie pragnął w życiu tak bardzo jak zachodnich płyt winylowych. To zainteresowanie było zresztą zrozumiałe, bo większość artystów – a on także takim był – obok swojej dziedziny interesuje się także innymi formami sztuki. To dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży jego obrazów rodzina Beksińskich już w połowie lat 70. mogła wejść w posiadanie zachodnich płyt winylowych, z których każda kosztowała wówczas majątek (miesięczną pensję). Już w 1974 r. mieli takich płyt ok. czterdziestu. Ponadto stary Beksiński postarał się, aby dostarczano mu zachodnie pisma muzyczne m.in. „Melody Maker”, „New Musical Express” i "Record Mirror”.

Inspirującą rolę swego ojca we własnym zainteresowaniu się muzyką potwierdził zresztą sam młody Beksiński wyznając w jednym z wywiadów radiowych że: „Po prostu muzyką zainteresowałem się chyba dlatego, że ojciec mój ojciec bardzo tego pragnął widząc, że moje zainteresowani zmierzają w dość katastrofalnym kierunku, bo początkowo chciałem hodować kury, potem kury zamieniłem na papużki. A już kończyłem szkołę podstawową i wyglądało na to, że przejdę do liceum jako hodowca papużek, nie mający przed sobą żadnych perspektyw. Ojciec kupił mi magnetofon no i myślał, że zacznę odchodzić od papug słuchając muzyki. Na samym początku się trochę przeliczył, bo zacząłem nagrywać papugi na magnetofon, ale później udało mu się - czyli ojcu - zainteresować mnie muzyką. […].W ten sposób przesłuchaliśmy razem z ojcem sporo płyt z muzyką, które były w domu. Później zacząłem się interesować muzyką rockową, z tym, że zanim do tego doszło, słuchałem dużo bitlesów i muzyki włoskiej i francuskiej”. 

Dzięki dostępowi do tych płyt i fachowej prasy młody Beksiński już w okresie licealnym (maturę zdał w 1977 r.) mógł błyszczeć w szkolnym radiowęźle i rozwijać swoją pasję muzyczną ku zazdrości swoich równolatków. Oczywiście jego wkładem było sugerowanie ojcu zakupów kolejnych płyt i zdobywanie informacji o poszczególnych wykonawcach. To właśnie w tym okresie narodziła się jego fascynacja klasyką rocka np. płytami Pink Floyd, The Who, Genesis, Camel, Tangerine Dream, Moody Blues czy Black Sabbath, ale też muzyką dyskotekową czy pop-rockową np. albumy zespołu Smokie, do czego z niechęcią się po latach przyznawał. 

Drugim ważnym czynnikiem w życiu młodego Beksińskiego była pomoc ojca w edukacji, a następnie w rozwijaniu jego pasji muzycznej i filmowej już na szczeblu profesjonalnym. Przede wszystkim opłacał mu prywatne lekcje języka angielskiego, który potem dodatkowo poszerzał w klasie o profilu anglistycznym w liceum do jakiego chodził. Następnie przez znajomych pomógł mu dostać się na studia filologii angielskiej w Sosnowcu, co miało być wstępem i przepustką do ich kontynuowania w bardziej pożądanym Krakowie czy Warszawie. I nie chodziło tutaj o to, że Beksiński był mało zdolny, a o fakt, że takich jak on, młodych, zdolnych i ambitnych z dobrych rodzin było wielu i także chcieli się dostać na taki kierunek nauczania, bo gwarantował on lepszy start życiowy. Ten sam ojciec już w 1978 r. kupił mu mieszkanie w Warszawie, a przecież nawet w tamtych czasach nie był to mały wydatek, dzięki czemu młody Beksiński mógł się przenieść z Katowic do stolicy aby tutaj kontynuować studia.

Młody Beksiński w nowym miejscu zamieszkania z trudem się aklimatyzował, co wraz z dręczącą go od młodości depresją skłoniło go do podjęcia drugiej już próby samobójczej. Wysadził wówczas w powietrze swoją kuchnię i jedynie cudem nie pozabijał ludzi z pobliskich mieszkań. I tutaj znowu przed niechybnym więzieniem i splamieniem kartoteki życiowej ratuje go ojciec, którzy przez znajomych załatwia mu wcześniejszy fikcyjny przebieg leczenia psychiatrycznego. Dzięki temu już w lipcu 1980 sprawę karną wobec niego umorzono. Potem nadal wspomaga jego pasję muzyczną przekazując mu środki finansowe dzięki którym może on kupować bardzo drogie i niedostępne w Polsce płyty. To dzięki nim mógł rozpocząć od połowy 1981 r. karierę prezentera muzycznego, najpierw w Domu Kultury w Sanoku, a następnie w klubie „Dedal” w Rzeszowie. Ta aktywność była jedną z przyczyn tego, że nie miał czasu się uczyć i nie zdał we wrześniu 1982 r. egzaminu poprawkowego z gramatyki angielskiej przez co skreślono go z listy studentów anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim. 

We wspomnianym już wywiadzie radiowym mówiąc o początkach swej pracy w Polskim Radio młody Beksiński tak to opisał:
„Kwestia przypadku. Byłem i jestem fanem zespołu Genesis. Miałem wszystkie nagrania jakie udało mi się zdobyć, wszystkie długogrające płyty. I pewnego dnia, w 1981 roku, wiosną, Piotr Kaczkowski nadał koncert zespołu Genesis z Knebworth, który miał dostępny na jakiejś kasecie.
Ja chciałem za wszelką cenę zdobyć te nagrania w wersji stereo i jestem przekonany, że kaseta którą Kaczor miał jest nagrana stereo. Zacząłem więc dzwonić po znajomych, czy ktoś nie ma jakiegoś kontaktu z radiem, nie koniecznie z Kaczorem, ale z kimś, kto pracuje w Trójce, żebym mógł do tej kasety dotrzeć.
Udało mi się w ten sposób poznać Jurka Kordowicza. Podsunąłem mu trochę muzyki new romatic, Ultra Vox itp. rzeczy i tak rozmawiając sobie kiedyś Jurek mnie zapytał, co właściwie robię, co chciałbym robić?
Przyznałem mu się, że chciałbym pracować w radiu, ale nie wyobrażam sobie, aby to było możliwe. Ale okazało się że jest to możliwe. Gdyby nie stan wojenny, to przypuszczalnie pod koniec 1981 roku wystartowalibyśmy razem. W Programie II mieliśmy dostać jakąś wspólną audycję.
[…].Początkowo pożyczałem płyty różnym redaktorom, ale potem powiedziałem, że ja chcę niektóre z tych płyt tutaj również odtwarzać. No wpuszczono mnie wtedy uprzejmie do studia. Pamiętam, że był to wieczór z Markiem Niedźwieckim. Prezentowaliśmy pierwszy album Yazoo - "Upsters ...". To był początek października 1982 roku”.

Ze wspomnień jego Ojca jednak to pierwsze zetknięcie się młodego Beksińskiego z Polskim Radiem wyglądało nieco inaczej. Jak zanotował on w swoim dzienniku fonicznym pod datą 3 I 1983 r. (M. Grzebałkowska, Beksińsscy portret podwójny, Kraków 2014, s. 253-254):
„Chce teraz uprawnienia na prezentera dyskotekowego. Niech robi te uprawnienia, tylko niech mi nie każe za niego ich robić. (…). Ile czasu wymagało, żeby on zadzwonił do kogoś z radia! Miał numer faceta. Dwa lata upłynęły, zanim on pierwszy raz do niego zadzwonił. Dwa lata wcześniej wszedłby do radia, gdyby chciał ruszyć dupą. Ale ruszyć dupą to jest dla niego najgorsza rzecz”.

Jak z tego wynika, także tutaj w nawiązaniu kontaktu z ludźmi z radia pomógł mu Ojciec. A był to też czas, gdy młody Beksiński poszukiwał swej nowej drogi zawodowej po wyrzuceniu ze studiów. Oprócz chęci podjęcia pracy w radio planował także zostanie zawodowym prezenterem dyskotek, co w tamtych czasach było wyjątkowo intratnym zajęciem. Aby uzyskać stosowne dokumenty wziął udział w dniu 17 IX 1983 r. w finale Ogólnopolskiego Turnieju Prezenterów Dyskotekowych, a nawet zajął w nim drugie miejsce. 

W każdym razie Jerzy Kordowicz już w 1981 r. przekazał sugestię o młodym zdolnym entuzjaście muzyki Tomaszu Beksińskim mającym dostęp do zachodnich płyt Lechowi Nowickiemu pracującemu w Naczelnej Redakcji Polskiego Radia. Ten zaplanował dla obu wspólną próbną audycję muzyczną w nadawanym częściowo w stereo Programie IV PR. Jednak z powodu stanu wojennego plany te nie zostały zrealizowane. Młody Beksiński zadebiutował na antenie radiowej w dniu 23 V 1982 r. jako gość audycji Bogdana Fabiańskiego, w bloku „Muzyczne Studio Młodych” nadanym w Programie I PR. Zaprezentował wtedy zaledwie kilka piosenek, głównie utwory z kręgu new romantic. Występował w tej audycji dość często, ale jego marzeniem było dostanie się do Programu III. Dzięki wstawiennictwu Kordowicza młodego Beksińskiego jako gościa zaprosił do swoich audycji Marek Niedźwiecki prowadzący popołudniowe „Zapraszamy do Trójki”. W audycji tej młody Beksiński zadebiutował 2 X 1982 r. prezentując na żywo najnowszą wówczas płytę duetu Yazzo. Później przedstawiał także niektóre posiadane przez siebie najnowsze albumy w audycji „Nowa płyta”. Ostatecznie latem 1983 r. otrzymał w Programie I własną audycję muzyczną pod nazwą „Na rockową nutę”.

Jego debiutem w Programie IV była występ w „Klubie stereo” w dniu 25 IV 1983 r. kiedy to przedstawił na antenie najnowszy album grupy OMD pt.: „Dazzle Ship”. Była to audycja mająca wielu autorów i nadawana codziennie. Odtąd jednym z nich stał się także młody Beksiński. Wkrótce później w tym samym programie ale w audycji „Nowa płyta” nadanej 4 i 11 IX 1983 r. zaprezentował samodzielnie najnowszy album grupy Japan – „Oil On Canvas” (miał wówczas 25 lat). Następnego roku dorobił się Programie IV już własnej audycji, a dokładniej jednej z części „Muzykoterapii” nadawanej we czwartki i nazwanej przez niego „Nie tylko ballada”. Pierwszą z tych audycji poprowadził 22 III 1984 r. 

Po zdobyciu pierwszych doświadczeń w pracy w eterze Bogdan Fabiański przedstawił go Tomaszowi Szachowskiemu, który poszukiwał wówczas nowych współpracowników do prowadzonego przez siebie bloku muzycznego nazwanego „Wieczorem płytowym”. Po raz pierwszy jako jeden z zaproszonych gości młody Beksiński pojawił się w nim 15 IV 1984 r. W audycji nadanej tego dania przedstawił dwie płyty: White Door - "Windows" (1983) i Talk Talk - "It's My Life" (1984). Jako gość programu prowadzący go wraz z Tomaszem Szachowskim młody Beksiński pojawiał się także później, np. 10 III 1985 r. prezentując albumy: Depeche Mode – „Some Great Reward” (1984) i Duran Duran – „Arena” (1984). Pierwszy samodzielny program przygotował i poprowadził 1 XII 1985 r. prezentując następujące albumy: U2 – „War” (1983), The Cure – „Head On The Door” (1985) i Roxy Music – „Avalon” (1982). 

Jak wspomina Tomasz Szachowski (relacja z monografii Wiesława Weissa, „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy”, Poznań, 2016, s. 210):
„W pewnym momencie dałem mu w Wieczorze płytowym połowę, a nawet więcej niż połowę czasu antenowego. Miał dostęp do nowości kompaktowych. I to takich, które podobały się przeważającej części słuchaczy. Bez wątpienia trafił w swój czas. Było zapotrzebowanie na repertuar, który proponował. A ja nabrałem do niego takiego zaufania, że nie pytałem wcześniej, jakie płyty przyniesie do audycji. chodziło tylko o to, żebyśmy się nie pokryli. […]. Był przy tym bardzo rzetelny. I zaangażowany. Dla niego nie było granicy czasu. Potrafił przygotowywać audycję kilkanaście godzin”.

W takich okolicznościach, począwszy od 1986 r. Tomasz Beksiński stał się współgospodarzem „Wieczoru płytowego” i sam zaczął zapraszać do niego gości, a w zasadzie gościa, Piotra Kosińskiego z Krakowa. Oczywiście ta jego kariera nie byłaby możliwa bez strumienia najnowszych płyt jakie nieustająco płynęły do niego za pośrednictwem ojca z zachodu Europy. Przede wszystkim płacił za nie jego ojciec, by tylko jego było stać na ich zakup w takich ilościach. A to dlatego, że miał podpisane kontrakty zgodnie z którymi za swoje prace malarskie otrzymywał zapłatę w dolarach. Młody Beksiński nigdy nie został jednak etatowym pracownikiem radia, choć namawiał go do tego Szachowski. Wolał pracować na umowę zlecenie jako współpracownik niż uwiązany etatem pracownik muszący codziennie chodzący do pracy i z konieczności ulegający różnym naciskom.

To właśnie dzięki Tomaszowi Beksińskiemu na antenie „Wieczory płytowego” prezentowano w dużej ilości wznawiane na płytach kompaktowych dzieła klasyki rocka, a więc albumy Pink Floyd, Genesis, Yes, The Doors, The Moody Bluyes, Barclay James Harvest i innych. Jedynie niekiedy prezentował mniej znanych wykonawców, których popularyzował w Polsce takich jak np. The Legendary Pink Dots, a zwłaszcza grupę Marillion. Można nawet powiedzieć, że bez niego, ta ostatnia nigdy nie stałaby się w naszym kraju tak popularna jak to miało miejsce. To właśnie przez ten klasycznie rokowy repertuar wielu ludzi, a już na pewno ja, tak lubiło tę audycję. W przeciwieństwie do Szachowskiego jego zapowiedzi były bardziej emocjonalne a także często zaopatrzone w bardziej osobiste refleksje, ale nigdy nie przekraczały granic ekshibicjonizmu. Wielką atrakcją były dokonywane przez niego tłumaczenia tekstów piosenek, co nie było znowu takie proste. Często też prezentował różne ciekawostki na temat wykonawców i wykonywanej przez nich muzyki. Ja lubiłem też jego dokładność i konsekwencję z jaką prezentował poszczególne dyskografie, ale nie zawsze istniała możliwość ich pełnej prezentacji. W audycji „Wieczór płytowy” młody Beksiński występował w latach 1984-1991, pomiędzy swoim 28 a 33 rokiem życia. 

Kilka lat po zakończeniu emisji tej audycji, w programie telewizyjnym „Wywiad z wampirem”, czyli Wojciechem Jagielskim, młody Beksiński tak odpowiedział na jego pytanie, czy bawi go jeszcze praca w prezentowanie płyt?:
„Bawi mnie, aczkolwiek w tej formie w jakiej to w tej chwili się odbywa [czyli w 1998 r. - przyp. DR], czyli nie jest to już puszczanie całych płyt, czytanie tytułów z okładki i nudzenie się w studiu, przez czterdzieści parę minut. Tamto na szczęście mam za sobą i nie chcę do tego wracać. […]. W tej chwili mam niesamowitą frajdę z tego, że mogę to robić znowu. Robię to na zmianę z moim przyjacielem Piotrem Kosińskim w Trójce. On robi [to – przyp. DR] w jedną sobotę [a – przyp. DR] ja w następną sobotę. Dzięki temu mam dwa tygodnie na przygotowanie się na przemyślenie [tego – przypis DR] co ja chcę zrobić w tej audycji, i w tej chwili jest to dla mnie takie dodatkowe hobby oprócz pracy zarobkowej, czyli siedzenia przy maszynie do pisania i robienia tych list dialogowych”.

Równolegle do „Wieczoru płytowego” prowadził też w pełni własną audycję autorską pod nazwą „Romantycy muzyki rockowej”. Nadawano ją w Programie II PR w latach 1985-1990. W jej eterze prezentował twórców z kręgu new romantic, w tym Spandau Ballet, Duran Duran, Talk Talk, Depeche Mode, Ultravox, ale też bardziej mrocznych gatunków nowej fali w rodzaju Bauhas, Joy Division, czy The Sisters Of Mercy. Jednak po latach sam stwierdził, że w większości ten styl muzyki nie prezentował najwyższych lotów artystycznych i zarówno w melodyce jak i tekstach balansował na krawędzi banału.

Prowadzenie audycji „Wieczór płytowy” i „Romantycy muzyki rockowej” przyniosły Tomaszowi Beksińskiemu wielką popularność, ale też przysporzyły mu różnych złośliwości ze strony zazdrosnych kolegów po dziennikarskim fachu. To właśnie ten krąg ludzi nadał ma tytuł „dupka wszech czasów”, co opublikowano w 1991 r. na łamach magazynu „Rock’n’Roll”. W każdym razie młody Beksiński już wtedy był radiowym celebrytą, a wielu innych z jego pokolenia mogło jedynie pomarzyć o takiej pozycji, więc go atakowali, choć sami nie byli w niczym od niego lepsi. 

Wraz z rozpoczęciem współpracy z Polskim Radiem młody Beksiński zaczął także pisać teksty do „Magazynu Muzycznego”  jednego z dwóch periodyków poświęconych muzyce rockowej w okresie PRL. Przeważnie przedstawiał monografie klasyków rocka np. zespołu Yes, czy pewnych nurtów np. space rocka. I trzeba przyznać, że były to teksty bardzo dobre.

W latach 90. pisał teksty do nowego prężnie się rozwijającego magazynu muzycznego „Tylko Rock”, a od 1998 r. miał tam stałą rubrykę pod nazwą „Opowieści z krypty”. Felietony publikowane w tej rubryce były nie tyle esejami muzycznymi co raczej opowieściami o różnych absurdach i trudnościach życia. Ostatni z nich opublikowany w „Tylko Rock” nr 1 (101) w styczniu 2000 r. pt.: „Fin de siecle” był faktycznie jego testamentem. Zanim Redakcja się zorientowała że ten tekst ma taki charakter, to młody Beksiński zdążył już popełnić samobójstwo, któreś z kolei, ale tym razem w pełni udane. 

Na przełomie lat 80. i 90. zajął się przygotowywaniem ścieżek dźwiękowych z polskimi wersjami tekstów do kultowych filmów, m.in. obrazów z Jamesem Bondem (agent 007). Z biegiem czasu opracowywanie ścieżek do filmów stało się głównym źródłem jego zarobkowania. Ponadto przygotował polskie dialogi dla następujących filmów: serii „Brudny Harry” z inspektorem Harrym Callahanem, serii obrazoburczych filmów z grupą Monty Pytona, a także do wielu innych obrazów m.in. „Czasu Apokalipsy”, „Drakuli”, „Szklanej pułapki”, „Zabójczej broni” i „Wściekłych psów”.

Zresztą filmy były jego drugą wielką pasją, zaraz po muzyce. Fascynował się zwłaszcza dokonaniami brytyjskiej szkoły horroru związanej z wytwórnią Hammer. Szczególną rolę w jego życiu i edukacji kulturalnej odegrał film „The Reptile” (Kobieta Wąż” z 1966 r.) jaki zobaczył jeszcze w Sanoku jako dziecko w 1970 r.

W 1991 r. rozpoczął współpracę z Programem III PR prowadząc audycję „Muzyczna poczta UKF” i sobotnią „Trójkę pod Księżycem” promując w niej artystów rocka gotycko-progresywnego, np. Lacrimosa. W tym czasie jego audycje przyjęły postać słowno-muzycznych całości i stały się kultowe dla wielu słuchaczy, ja ich jednak już nie słuchałem.

Tomasz Beksiński był też człowiekiem o zaburzonej osobowości, stąd wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo, o czym już wcześniej kilka razy wspomniałem. W końcu udało mu się to w wigilię 1999 r. W chwili śmierci miał zaledwie 41 lat. Jego nierealistyczne oczekiwania w stosunku do kobiet sprawiały, że nigdy nie znalazł trwałej miłości, ani się też nie ożenił. 

Jacek Leśniewski (sam raczej nie Anioł, zwłaszcza jako dość arogancki sprzedawca płyt) wspominając po latach Tomasza Beksińskiego tak go bardzo trafnie scharakteryzował na łamach jednego z numerów pisma „Kulturka” z 2008 r.:
„Co do Tomka Beksińskiego… On był strasznie trudną osobą. Był jedyny w swoim rodzaju, skupiał na sobie uwagę; często był w centrum zainteresowania, jednak ludzie którzy do trochę znali, generalnie go unikali.
Tak naprawdę to było przynajmniej ze czterech Tomków: jeden w radiu, na falach Trójki, czyli delikatny, natchniony, spokojny facet dla którego istniała wyłącznie muzyka i teksty prezentowanych tam kawałków.
Był Tomek za przeproszeniem wiecznie wkurwiony, mający dość dziwne natręctwa, narzekający na wszystko na świecie; klnący jak szewc i robiący tragedię i sceny na środku ulicy np. z powodu zgubionego właśnie długopisu za 7 zł.
Był Tomek z całym ciężarem swojego życia prywatnego, które było tak pogmatwane, że w końcu stało się to głównym powodem tego co się stało [nawiązanie do jego samobójczej śmierci – przypis DR].
Był też Tomek, którego znałem od początku lat 80; taki trochę mentor; facet który miał do powiedzenia mnóstwo ciekawych rzeczy i który przybliżył mi wielu fajnych wykonawców i dzięki któremu poznałem wiele fajnych płyt a także setki zapomnianych, kultowych filmów których nigdy bym prawdopodobnie nie obejrzał”.

Ze swej strony powiem jeszcze o wątku gliwickim młodego Beksińskiego. Oczywiście mieszkał on w Warszawie, a wcześniej w Sanoku i nigdy nie przebywał dłużej na stałe w Gliwicach, ale przyjeżdżał do tego miasta w odwiedziny do znajomego swego ojca, którego nazywał „wujkiem”. Tym wujkiem był Jerzy Lewczyński (1924-2014) znany gliwicki artysta fotografik a także członek Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego i Związku Polskich Artystów Fotografików (w latach 80. i 90. XX w. wchodził w skład Rady Artystycznej tego ostatniego stowarzyszenia). Ze Zdzisławem Beksińskim poznał się już pod koniec lat 50., kiedy ten zajmował się jeszcze głównie fotografią artystyczną. Ich przyjaźń przetrwała próbę czasu i doczekała aż do śmierci starego Beksińskiego w 2005 r. Jerzy Lewczyński często robił mu różne drobne przysługi, głównie w zakresie zaopatrzenia w różne rzeczy, przeważnie techniczne, ale nie tylko, bo był on też jednym ze źródeł jego znajomości w tzw. wielkim świecie. Jedną z takich przysług była m.in. pomoc w dostaniu się młodego Beksińskiego na anglistykę w Sosnowcu czy też goszczenie go w Gliwicach. Niekiedy też stary Beksiński zwierzał się Lewczyńskiemu z problemów związanych ze swoim synem, czyli Tomaszem. Dzięki temu Lewczyński wiedział o pewnych tajemnicach tej rodziny i niekiedy nieoficjalnie zdradzał je bardziej zaufanym znajomym z Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. Jednym z nich był Wiktor Hombek (1929-2011).

Na przełomie lat 80. i 90. XX w. Wiktor Hombek pracował na etacie w Muzeum w Gliwicach, a więc w instytucji w której i ja pracowałem od grudnia 1988 r. W związku z tym, że siedzieliśmy razem w jednym pokoju, to często rozmawialiśmy na różne tematy. Jednym z nich była moja fascynacja muzyką. Pewnego dnia w drugiej połowie 1990 r. Wiktor powiedział mi, że ostatnio był na spotkaniu z J. Lewczyńskim, który opowiedział mu o synu jego znajomego, który jest dziennikarzem muzycznym i często prowadzi znane audycje muzyczne w Polskim Radiu. Twierdził on, że jego ojciec jest załamany tym w jaki sposób on zwraca się do niego i żony (czyli swoich rodziców), a dokładniej rzecz biorąc, że ich nie szanuje. Ponadto, że ciągle szantażuje ich samobójstwem, a także szokuje różnymi dziwnym zachowaniem, jak np. umawianiem się z nieodpowiednimi dziewczynami, w tym z nieletnimi fankami, czy też podnoszeniem ręki w hitlerowskim geście pozdrowienia. Opisywaną osobę Wiktor określił, podobnie jak inni uczestnicy tej rozmowy, jako totalnego świra, co przekazał także mnie. Pamiętam, że nie mogłem w to uwierzyć, że ktoś taki pracuje w radiu, ale Wiktor stanowczo twierdził, że to wszystko prawda, ale jednocześnie nie potrafił mi powiedzieć o kogo dokładnie chodzi, bo zapomniał nazwiska tej osoby. Dopiero następnym razem, jak już się dopytał w tej sprawie u swego źródła, czyli u Lewczyńskiego, to mi powiedział, że chodzi o Tomasza Beksińskiego, a więc tego faceta, który prowadzi „Wieczór płytowy”. Pomimo tego jego opowieść wydała mi się tak nieprawdopodobna, że nie mogłem w nią uwierzyć. Dopiero po latach okazało się, że była ona w całości prawdziwa, a młody Beksiński był znacznie bardziej złożoną osobowością niż mi się wydawało, bo znałem tylko jego oficjalne i podziwiane przez wszystkich radiowe Ego znane z eteru.

Z swej strony w pełni zgadzam się z opinią jaką wypowiedziała o młodym Beksińskim jego była przyjaciółka, a także jedna z jego zawiedzionych miłości Katarzyna Rakowska (obecnie Rakowska-Smoczyńska) znana też pod pseudonimem De Coy jako wokalistka polskiego zespołu Fading Colours grającego rocka gotyckiego. W powszechnie znanym filmie dokumentalnym w reżyserii Daniela Światłego pt.: „Dziennik zapowiedzianej śmierci” (2000) mówiąc o problemach życia młodego Beksińskiego powiedziała m.in.:
„Do dzisiaj twierdzę, że jest palantem i tchórzem…. Ponieważ takie sytuacje w jakich on był, są to sytuacje które spotykają wszystkich ludzi na całym świecie, i są to sytuacje z którymi normalny człowiek jest w stanie sobie poradzić. Tym bardziej, że on miał naprawdę dobre życie. Tak uważam. I naprawdę dużo dobrego go w życiu spotkało, a wiele złego ominęło”.

Ja też tak uważam, młody Beksiński wiódł lepsze życie niż miała wówczas większość jego równolatków w PRL, w tym także ja. A ta „lepszość” polegała na tym, że dzięki pieniądzom i znajomościom ojca miał ułatwiony start życiowy, a za sprawą wykształcenia (choć formalnie nie sfinalizowanego) miał lepsze niż inni perspektywy rozwijania się zawodowego. Ale też był osobą w dużej części niestabilną emocjonalnie i – jak to nazwał jeden z jego przyjaciół – naznaczoną „piętnem śmierci”. To ostatnie uwarunkowanie w znaczący sposób wpłynęło na jego życie prywatne. Od siebie jeszcze dodam, że był też człowiekiem skrajnie egocentrycznym, nietolerancyjnym i nieżyciowym. Z drugiej strony „Wieczór płytowy” nie byłby tym, czym się stał w drugiej połowie lat 80., gdyby nie jego dobre gusta muzyczne i wiara w prezentowane na antenie płyty. Na koniec powiem też coś na obronę młodego Beksińskiego. Myślę, że każdy z nas jest po części świrem i ma niekiedy podobne dziwne zachowania, choć może nie na taką skalę i nie prowadzące do aż tak ekstremalnych sytuacji.

środa, 6 kwietnia 2022

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 5


Tomasz Szachowski w 1980 r.

Dziennikarze prowadzący audycję

Audycja "Wieczór płytowy" była autorskim pomysłem Tomasza Szachowskiego, stąd jego sylwetkę przedstawiam tutaj jako pierwszą. Zapraszał on do swej audycji wielu gości, wśród których byli także inni dziennikarze muzyczni. Jednym z nich był Tomasz Beksiński, którzy w końcowych latach istnienia tej audycji stał się faktycznie jej współtwórcą. Jego sylwetkę przedstawię w następnym poście.  

Tomasz Szachowski

Jak już wspomniano głównym twórcą audycji był Tomasz Szachowski. Ten urodzony 2 II 1947 r. w Warszawie dziennikarz jest obecnie jedną z bardziej znanych osobowości radiowych w Polsce. W dzieciństwie uczęszczał na lekcje fortepianu, co miało znaczący wpływ na jego późniejsze losy życiowe. Pod koniec lat 60. studiował na Politechnice Warszawskiej, a w wolnych chwilach występował w amatorskich zespołach związanych ze klubem studenckim „Stodoła”. Były to obecnie zapomniane już amatorskie lub półamatorskie zespoły: Kwadraty, Pesymiści, Klub Pickwicka i Grupa Bluesowa „Stodoła” (z Ewą Bem). Szachowski występował w nich w latach 1967-1970, a więc pomiędzy swoim 20 a 24 rokiem życia. Karierę muzyka kontynuował także na początku lat 70. grając w grupie Portrety, a potem w zespole Dylematy i grupie Stana Borysa, a także występując jako muzyk sesyjny na płytach innych artystów, np. Daniela (Lech Kłosek).

W 1974 r., a więc w wieku 28 lat porzucił jednak aktywne muzykowanie na rzecz studiów muzykologicznych na Uniwersytecie Warszawskim (na które uczęszczał już od kilku lat), a od października tegoż roku podjął także pracę w Programie III Polskiego Radia, najpierw jedynie na zlecenie. Początkowo zajmował się pisaniem zapowiedzi do trójkowych audycji jazzowych, a także czytaniem i przygotowywaniem listów od słuchaczy. Jak wspomina w książce Wiesława Weissa „33 x Trójka” (s. 550): „W chwili przyjścia do Trójki byłem na trzecim roku muzykologii i bardzo się interesowałem związkami jazzu z innymi gatunkami, zwłaszcza z muzyką klasyczną”. W ten sposób zrodziło się jego zainteresowanie wyrafinowanymi odmianami jazzu promowanymi m.in. przez niemiecką wytwórnię ECM i takimi wykonawcami jak Keith Jarret i Chick Correa. Obaj z nich byli pianistami, i jego zainteresowanie nimi nie było przypadkowe, bo sam przecież także wcześniej był pianistą.

Po otrzymaniu etatu w Programie III ok. 1975 r. powierzono mu przygotowywanie piątkowej audycji „Trzy kwadranse jazzu” (jednej z czterech w tygodniu). Szachowski wpadł wówczas na pomysł, by prezentować w niej całe dyskografie danego wykonawcy, co spotkało się z wielkim uznaniem słuchaczy, środowiska jazzowego i innych radiowców. W związku z tym, że Polskie Radio nie dysponowało wieloma płytami często pożyczał je od innych dziennikarzy lub muzyków i prezentował na antenie. Najczęściej jednak zapraszał do swojego programu gości, którzy posiadali rzadkie zachodnie płyty, które następnie prezentowane były w jego audycji. Oczywiście wcześniej każdy z takich gości musiał przygotować zapowiedź swego wystąpienia do jego wglądu. Wśród takich gości byli m.in. Tomasz Tłuczkiewicz czy Paweł Wróblewski. W przyszłości taką metodę, a więc zapraszania gości z płytami do programu, wykorzystał następnie w swej nowej audycji „Wieczór płytowy”. Udostępniając pozyskane przez siebie albumy na antenie zawsze uzupełniał je przygotowanymi wcześniej błyskotliwymi komentarzami. I choć miały one formę pisaną, bo takie były wymogi czasu, to jednak sprawiały wrażenie spontanicznych. Także i tę innowację wykorzystał potem w „Wieczorze płytowym”.

W 1981 r. Szachowski przeszedł do redakcji muzycznej Programu IV. Przypuszczalnie już wówczas istniał plan reorganizacji wszystkich audycji radiowych, a Szachowski miał się zająć przygotowaniem nowego bloku muzycznego właśnie w tym programie, bo dysponował on pożądaną przez melomanów stereofonią. Ostatecznie plany te pokrzyżowało wprowadzenie stanu wojennego w Polsce, ale jak tylko sytuacja w kraju się unormowała, to mógł on przystąpić do realizacji pierwotnego planu. Jego założeniem było przedstawianie w ramach jednego kilkugodzinnego bloku muzyki klasycznej (symfonicznej i operowej), jazzu i muzyki dyskotekowej zwanej już w tym czasie popową oraz rockowej. Ostatecznie pod jego wpływem dyrekcja stacji zatwierdziła plan, że w takim bloku będzie więcej jazzu i jazz-rocka. Jednak pierwsze emisje tego bloku występującego pod nazwą „Wieczór płytowy” w marcu 1983 r. na antenie Programu IV spotkały się z taką falą krytyki ze strony słuchaczy – o czym już wcześniej wspomniano - że Szachowski musiał zmienić formułę audycji na bardziej popową i typowo rockową. W związku z koniecznością prezentacji na antenie nowości muzyki pop czy rockowej tym bardziej trudne dla niego okazało się pozyskanie do niej niedostępnych w Polsce nowości płytowych. W takich okolicznościach Szachowski nawiązał kontakt z nowym gronem potencjalnych gości do tej audycji. Jedynym warunkiem wystąpienia w niej było posiadanie przez nich najnowszych płyt z muzyką popową i rockową. Obok wielu innych osób, których nazwiska już wcześniej wymieniono, do audycji tej trafił także młody Tomasz Beksiński.

W audycji nadanej w dniu 24 VII 1983 r. Szachowski dokonał pierwszej w Polskim Radiu publicznej prezentacji możliwości dźwiękowych odtwarzacza CD i płyty kompaktowej, co opisano już wcześniej. Wydarzenie to zbiegło się z lipcowym przenumerowaniem programów Polskiego Radia, odtąd Program IV stał się Programem II (i odwrotnie). Z biegiem czasu postanowił też o przemianowaniu nazwy tej audycji, która od dnia 6 IV 1986 r. występowała pod nazwą „Wieczór z płytą kompaktową”, ale po paru latach powrócono do jej dawnej nazwy. Obie audycje prowadził nieprzerwanie w okresie od marca 1983 r. do marca 1991 r.

Z perspektywy czasu widać, że Szachowski był dobrym organizatorem i potrafił wykorzystać potencjał jaki miała każda z takich osób. Dzięki temu, że byli to miłośnicy różnego rodzaju muzyki, to i audycja miała spory przekrój gatunkowy i stylistyczny. Na pewno wpływało to korzystnie na poszerzenie horyzontów muzycznych wielu słuchaczy. Jak to opisał sam Szachowski w swym przywołanym już wcześniej artykule w „MM Jazz” (nr 5 z IX-X 1985 r.): „Niedzielne audycje kompaktowe w Programie II bodaj jako jedyne w Polskim Radiu prezentują w dużych całościach muzykę o znacznej rozpiętości gatunkowej i stylistycznej, od Marillion do Iglesiasa plus muzyka poważna, zrozumiałe więc, że musimy liczyć na tolerancję słuchaczy. Ale też kryje się tutaj pewna chyba nie najgorsza propozycja posiadania w swoich zbiorach taśmowych muzyki różnej, muzyki na różne okazje, różne nastroje, różne pory”.

Pomimo opisanych powyżej trudności z wprowadzeniem na antenę audycji promującej trudniejsze odmiany muzyki popularnej Szachowski nie zrezygnował jednak ze swego pierwotnego planu. Dzięki swemu uporowi powołał do życia nową audycję przeznaczoną właśnie do prezentacji takiej ambitniejszej ale mało komercyjnej muzyki. Nosiła ona nazwę „Blaski i cienie muzyki jazz-rock” i funkcjonowała w Programie IV (a potem II PR) równolegle z „Wieczorem płytowym”. Oprócz tego prowadził także wraz z inżynierem dźwięku Leszkiem Michniewiczem wspomnianą już audycję „Zakłócenia odbioru” poświęconą problemom przekazu sygnału stereofonicznego w Polskim Radio i różnym innym zagadnieniem technicznym związanym z dźwiękiem, stereofonią i ogólnie problemami audio.

Niezależnie od pracy w Polskim Radiu od początku swej dziennikarskiej aktywności Szachowski był też aktywnym członkiem Polskiego Stowarzyszeniu Jazzowego (PSJ). Pod jego auspicjami zorganizował i prowadził m.in. warsztaty i festiwale jazzowe, był także członkiem licznych jury jazzowych oraz został cenionym recenzentem płyt jazzowych. Bardzo cenione są i były jego artykuły pisane na potrzeby pisma „Jazz” czy „Jazz Forum”, a później zamieszone na stronie www.diapazon.pl. Swe artykuły publikował też w prasie codziennej i tygodniach np. we „Wprost”. Przez pewien czas był też wykładowcą akademickim na wydziale muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był też autorem wkładek do płyt kompaktowych. Oczywiście większość tej jego aktywności miała miejsce już po zakończeniu emisji pierwotnego „Wieczoru płytowego”.

Z natury rzeczy i z racji swego wykształcenia preferował w „Wieczorze płytowym” muzykę jazzową i klasyczną, ale chętnie przedstawiał także nowości i klasyków rocka głównego nurtu oraz wybranych przedstawicieli muzyki pop z najwyższej półki. To dzięki tym szerokim prezentacjom całe pokolenie melomanów w Polsce lat 80. mogło się zapoznać z dorobkiem muzycznym światowej muzyki rozrywkowej. Z tego względu pozytywnie oceniam formułę prowadzonej przez niego audycji, a także umiejętność pozyskiwania do niej współpracowników, dzięki czemu poszerzano możliwości jej możliwości repertuarowe. Ale z drugiej strony głębsza analiza programowa tej audycji wskazuje, że pewni wykonawcy, czy nawet całe style nie były do niej dopuszczane, np. radykalne odmiany muzyki punk, rap i inne, czy też przedstawiciele awangardy rocka. Oczywiście wszystko to odbywało się w białych rękawiczkach pod pozorem dbania o kulturę muzyczną itp. Słuchacze nigdy ich nie poznali, więc nie wiedzieli co tracili, a gdy się już o nich dowiedzieli, to istniało tysiąc wymówek na to, dlaczego nigdy nie zaprezentowano ich płyt w „Wieczorze płytowym”.

Pewne światło na motywy takiej decyzji Szachowskiego rzuca jego konflikt ze Zbigniewem Hołdysem do jakiego pomiędzy nimi doszło pod koniec lat 80., ale mający swe źródła w połowie tej dekady. Oficjalnym powodem tego konfliktu były dwie sprawy: pierwszą sprawą było nie przyjście Hołdysa na umówione spotkanie antenowe poświęcone dyskusji o „roli Non Stopu [miesięcznika muzycznego – przyp. DR] w życiu muzycznym PR:”, a drugą było napisanie przez Hołdysa nieprzychylnej recenzji najnowszej wówczas płyty Grzegorza Ciechowskiego, co zostało potępione przez Szachowskiego.

Zbigniew Hołdys odniósł się do tych zarzutów w artykule „Moje chamstwo” na łamach redagowanego przez siebie „Non Stopu” (nr 5 1989 r.). Co do zarzutu pierwszego, czyli nie przyjścia w umówionym terminie do radia wytłumaczył się tym, że po prostu zapomniał o tym spotkaniu; w przypadku zarzutu drugiego stwierdził, że choć jest z branży, to ma prawo napisać nieprzychylną recenzję kolegi po fachu i że swych uwag nie ukrywał, bo podpisał ją swoim nazwiskiem a nie pseudonimem.

Ale w dalszej części tekstu napisał też:
„[…]. Tomasz Szachowski stracił mój szacunek dużo wcześniej, przed czterema laty, kiedy to postanowił mnie wychować po raz pierwszy.
Tu mały wtręt. Szachowski przez najczarniejsze dni stanu wojennego, a potem, kiedy nie było lżej, aż wreszcie po dzień dzisiejszy był i jest członkiem, a nawet przewodniczącym komisji nie dopuszczającej nagrań na antenę radiową (przewrotnie nazwanej komisją kwalifikującą nagrania). To właśnie tak komisja, już poza cenzurą, zatrzymywała polską myśl wyrażoną w utworach rockowych (i nie tylko), i to właśnie ona ma na sumieniu okaleczenie młodej polskiej kultury lat 80. przy pomocy setek zatrzymywanych piosenek.
Otóż jako przewodniczący tej komisji Tomasz Szachowski zatrzymał osobiście moje nagranie Idol w 1985 roku. Piszę moje, choć naprawdę było ono dziełem całego Plugawego Anonimu, ale było moje. Po uzyskaniu przecieku z posiedzenia komisji zadzwoniłem do niego i zapytałem wprost” Co ty wyprawiasz? Przecież kawałek ma cenzurę, sam negocjowałem rzecz w Urzędzie!... I wówczas usłyszałem:
Nie uważam, by taka muzyka była aktualnie społecznie pożądana. Ona niepotrzebnie jątrzy, mąci ludziom w głowach. wiesz jakie są czasy. A poza tym myślę, że stać ciebie na coś lepszego. To nie jest twój najlepszy utwór.
Koniec. Splunął mojemu dziecku w twarz i poszedł. Bez odwołania. Potem się dowiedziałem, że dał utworowi taką klauzulę, że jeśli już ktoś by chciał go puścić, to z krytycznym komentarzem. […]. Zespół Plugawy Anonim, być może orkiestra moich marzeń, przestał istnieć. […]. Dziś ten człowiek mnie poucza i twierdzi, że moja jawna ocena dzieła G.C. jest aktem nieetycznym”.

Jak z tego widać w okresie prowadzenia „Wieczoru płytowego” Szachowski był nie tylko zwykłym dziennikarzem, ale także decydentem stojącym na straży pewnych dogmatów kulturalnych, np. tego co jest a co nie jest wartościowe w muzyce. Jak uznał, że coś na to nie zasługuje, to nie pozwalał na emitowanie tego w eterze. Z jednej strony to naturalne zachowanie osoby odpowiedzialnej za media, ale z drugiej strony widać w tym też pewne asekuranctwo wobec ówczesnej władzy.

Pomimo upływu lat Szachowski jest aktywny zawodowo do chwili obecnej. Nadal prowadzi audycje jazzowe w Programie II PR. Obecnie jest również współgospodarzem odrodzonego „Wieczoru płytowego” mającego po części charakter „radia na życzenie”, bo repertuar audycji w znacznej części tworzą sami słuchacze. Wcześniej prowadził wiele innych audycji, np. program „Klasycznie i jazzowo”. Podobnie jak w przeszłości były to zawsze programy o najwyższym poziomie merytorycznym.

W chwili rozpoczęcia audycji „Wieczór Płytowy” w 1983 r. Tomasz Szachowski miał 36 lat, a w chwili jej zakończenia w 1991 r. miał 44 lata. Lata istnienia „Wieczoru płytowego” przypadły więc na najlepszy okres jego życia, podobnie jak u wielu innych ludzi, kiedy to jeszcze jest się młodym i ma w sobie energię i pomysły, a już jest się doświadczonym i można je wprowadzić w życie.

niedziela, 20 lutego 2022

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 4


Statystyka audycji

W sumie w latach 1983-1991 nadano ok. 420 audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową”. W tym czasie zaprezentowano w nich w sumie ok. 961 płyt z zachodnią muzyką popularną: 594 płyty z muzyką rockową (wszelkie jej odmiany od klasyki rocka, po nową falę oraz rock elektroniczny), 240 płyt z muzyką pop, 97 płyt z innymi gatunkami muzyki popularnej (jazz, rap, soul, rock’n’roll, blues, folk, country, reggae, soundtrack – w tej grupie najwięcej albumów z jazzem i soulem, bo aż 55), a także 30 płyt polskich wykonawców (ale tylko tych z Polski a nie np. Basię z USA). Płyty winylowe najczęściej dzielono na dwie części zgodnie z naturalnym podziałem na stronę A i B winyla i prezentowano w dwóch audycjach. Podobnie czyniono z podwójnymi albumami winylowymi. Z początkiem ery płyt kompaktowych albumy już rzadko dzielono, ale nadal niekiedy to robiono. Robiono tak, gdy płyta nie mieściła się w audycji lub też dla wygody słuchaczy. Przykładowo gdy album był bardzo długi to dzielono go na takie dwie części jaki odpowiadały stronom kaset magnetofonowych, np. na 30 minut i resztę lub 45 minut i resztę.

W latach istnienia audycji zaprezentowano następujące ilości płyt z szeroką rozumianą muzyką rockową i metalową oraz ambitniejszą elektroniczną: 1983 (26 płyt), 1984 (55 płyt), 1985 (58 płyt), 1986 (70 płyt), 1987 (77 płyt), 1988 (82 płyty), 1989 (98 płyt), 1990 (111 płyt), 1991 (17 płyt). Jak z tego wynika w miarę istnienia audycji coraz większą ilość czasu antenowego zaczęła w niej zabierać prezentacja muzyki  rokowej i metalowej. Swój szczyt ilościowy osiągnęła ona w 1990 r., kiedy zaprezentowano w niej aż 111 płyt z takim repertuarem. Najmniej płyt z muzyką rockową, bo tylko 26, zaprezentowano w 1983 r.

Z kolei z muzyką disco i pop nadano następujące ilości płyt w poszczególnych latach: 1983 (19 płyt), 1983 (39 płyt), 1985 (47 płyt), 1986 (38 płyt), 1987 (27 płyt), 1988 (30 płyt), 1989 (12 płyt), 1990 (23 płyty), 1991 (5 płyt). Jak z tego widać największej płyt z tego rodzaju muzyką prezentowano w audycji w jej początkach, a w szczytowym 1985 r. przedstawiono ich na antenie aż 47. Najmniej płyt z taką muzyką zaprezentowano w 1989 r., bo było to tylko 12 płyt.

W każdym wypadku najmniej płyt zaprezentowano w 1991 r. Jednak przy tym roku należy pamiętać o tym, że audycja istniała tylko do marca tegoż roku, więc dane co do ilości liczby prezentowanych w niej albumów dotyczą tylko pierwszych trzech miesięcy. Z tego powodu nie można jednoznacznie powiedzieć, że tego roku zaprezentowano najmniej jakiegoś gatunku, bo nie wiadomo dokładnie jakie albumy by przedstawiono w audycji, gdyby ona nadal istniała. Można jedynie przypuszczać, że nadal byłaby to muzyka rockowa, która na fali stylu grundge przeżywała swoje odrodzenie. 

Analiza powyższych danych wskazuje, że choć od początku repertuar z muzyką rockową dominował w audycji, to jednak w pierwszych latach jej istnienia muzyka pop zajmowała sporo czasu antenowego w każdej audycji. Tendencje te odwróciły się zdecydowanie na niekorzyść muzyki pop począwszy od 1986 r., by od 1988 r. muzyka rockowa zdobyła ostateczną i trwałą dominację w treści kolejnych programów.

Repertuar audycji

Pod względem geograficznym w audycji prezentowano nowości płytowe z rynku zachodnioeuropejskiego, stosunkowo rzadziej płyty wykonawców z USA i Kanady.

W audycji udostępniano różne gatunki muzyki, a więc klasyczną np. opery Giuseppe Verdi - "Nabucco" i Georges Bizet - "Carmen", Wolfgang Amadeusz Mozart - "Wesele Figara", jazz np. Milesa Davisa, Weahter Report, Wynton Marsalis, Chick Corea, Pat Metheny, bluesa np. Alberta Collinsa, reggae np. Bunny Wailer, Misty in Roots, muzykę soul np. Marvin Gaye, rock’n’rolla np. Carl Perkins oraz muzykę pop np. Michael Jackson, Julio Iglesias, Black. Ja opisałem tutaj tylko prezentacje muzyki popularnej i całkowicie pominąłem wszystkie prezentacje muzyki klasycznej. Dlaczego tak zrobiłem? Bo takie miałem założenie, ani wówczas ani obecnie praktycznie nie słucham muzyki klasycznej. Jednak nie jest tak żebym jej nie doceniał, ale moja percepcja i możliwości finansowe nie pozwalają na interesowanie się wszystkim. 

Zgodnie z tym na co wskazano już wcześniej najwięcej w audycji przedstawiano wykonawców rockowych, ze wszelkich podgatunków tego nurtu, a więc m.in. następujące style: progresywny rock np. Pink Floyd, King Crimson, Moody Blues, hard rock np. Led Zeppelin, Black Sabbath, Deep Purple, elektroniczny rock np. Tangerine Dream, Klaus Schulze, Jean Michele Jarre. W związku z upodobaniami T. Beksińskiego szczególnie wszechstronnie prezentowano dokonania następujących wykonawców: Marillion, Peter Hammill, The Cure, Depeche Mode, Dead Can Dance, Sisters of Mercy. Tomasz Szachowski preferował muzykę jazzową, a wśród innych gatunków często przedstawiał współczesny wówczas pop. 

Niekiedy w audycji prezentowano bezpośrednie relacje z koncertów, np. 23 X 1983 r. udostępniono na żywo koncert Milesa Davisa na Jazz Jamboree '83. Na początku nowego roku prezentowano zazwyczaj najbardziej znane płyty z poprzedniego roku.

W końcowych latach istnienia audycji zaprezentowano w niej praktycznie całe lub prawie całe dyskografie następujących wykonawców: Dire Straits, Genesis, King Crimson, The Moody Blues, Genesis, Alan Parsons Project, Camel, Barclay James Harvest, Budgie, Uriah Heep. W większości za tymi prezentacjami stał T. Beksiński, ale nie zawsze. 

Często motywem wyboru danego albumu w celu jego prezentacji był fakt, że akurat ukazała się reedycja jego nagrań na płycie kompaktowej. W miarę upływu lat 80., wraz z ukazywaniem się na płytach CD klasyki rocka, prezentowano ją na antenie programu. W związku z brakiem dostępu do nagrań w okresie PRL, często – na życzenie słuchaczy – powtarzano niektóre płyty, np. w 1984 r. prezentowano album Stinga „The Dream Of The Blues Turtles”, a następnie powtórzono go na początku 1986 roku. Podobnie było z niektórymi albumami Marillion, U2, Genesis, Alan Parsons Project i Camel.

Przedstawiano tutaj również albumy polskich wykonawców, np. Urszula, Republika, Józef Skrzek, String Connection, Martyna Jakubowicz, Budka Suflera, Ryszard „Skiba” Skibiński, Lombard. Przeważnie były to płyty jakie ukazały się akurat na polskim rynku muzycznym, ale były niedostępne dla wielu z powodu tego, iż polski przemysł muzyczny nie był w stanie zaspokoić potrzeb konsumentów. Z tego powodu nadawano je w całości w radiu, co obniżało zyski muzyków z wydanych płyt, ale nie miało to znaczenia w komunistycznej Polsce, gdzie i tak muzykom narzucano niekorzystne umowy autorskie. Z tego powodu nie spotykało się to ze specjalnymi ich protestami, bo w większości cieszyli się oni z darmowej promocji radiowej. Co więcej niekiedy mieli nawet pretensje o to, że ich płyt nie przedstawia się w tej audycji (pamiętam jak Szachowski mówił w programie o takiej sytuacji). 

Zgodnie z głównym założeniem audycja koncentrowała się na prezentacji nowości płytowych, a tylko przy okazji udostępniano nagrania starsze. Gusta prowadzących, dostępność do określonych tytułów, a także może inne względy, np. cenzuralne, sprawiły, że w audycji nie przedstawiano starszych i nowszych płyt wykonawców z kręgu bardziej trudnych odmian progresywnego rocka, np. szkoły z Cantenbury (Soft Machine, Caravan), awangardy rocka (np. The Residents, Henry Cow, Faust, Gong, Fred Frtith, The Muffins), bardziej radykalnych odmian punk rocka np. Dead Kennedys, a prezentacja muzyki elektronicznej ograniczała się jedynie do niektórych płyt Tangerine Dream, Jean Michela Jarra i Vangelisa. Dużym brakiem był brak prezentacji lub niedostateczna prezentacja takich klasyków rocka jak: The Grateful Dead, The Allman Brothers Band, Jefferson Airplane, Frank Zappa, Bob Dylan, David Bowie itp. (np. w wypadku The Allman Band, Zappy i Grateful Dead było to zaledwie po jednej płycie).

Klasyka rocka w audycji

Prezentacja najbliższej memu sercu klasyki rocka była zróżnicowana w danym okresie czasu. Przez klasykę rocka należy tutaj rozumieć albumy uznanych wykonawców wydane do końca 1979 r., ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że według anglojęzycznych opracowań za klasyczne uważane są jedynie albumy do 1975 r. Audycja nakierowana była na prezentację nowości płytowych dlatego w pierwszych latach istnienia audycji (1983-1984, 1986-1987) prezentacje klasyki rocka były sporadyczne albo nie odbywały się wcale (1985 r.). Dopiero w ostatnich latach swego istnienia (1988-1991) w audycji zaczęto szerzej udostępniać klasyczne albumy rockowe wznawiane na płytach kompaktowych. Oczywiście z obecnej perspektywy, także wiele prezentowanych w niej płyt z lat 80. jest klasyką rocka, np. albumy The Cure, czy U2, ale wtedy były to nowości, które dopiero musiały zyskać status „nowej klasyki” w następnym okresie. 

W sumie na ok. 594 płyty z zachodnim repertuarem rockowym przestawionych w audycji, tylko 132 albumy należały do klasyki rocka (płyty wydane do 1979 r.). Najwięcej albumów o takim charakterze, bo aż 31, nadano w 1990 r.

W poszczególnych latach w audycji udostępniono następujące albumy z klasyki rocka:

1983 (7 albumów):
Janis Joplin - "Cheap Thrills" (1969), Jimi Hendrix – “Electric Ladyland” (1968), John Lennon - "Walls And Bridges" (1974), Jean Michel Jarre - "Oxygene" (1977), Dire Straits - "Communique" (1979), Steamhammer – “Mountains” (1970), Klaus Schulze - "Dune" (1979).

1984 (5 albumów):
The Doors – “The Doors” (1967), Led Zeppelin – “Led Zeppelin IV” (1971), Dire Straits - "Dire Straits" (1978), King Crimson - "In The Court Of The Crimson King" (1969), Genesis - "A Trick Of The Tail" (1976).

1985 (8 albumów):
The Rolling Stones - "The Rolling Stones" (1964), Genesis - "And Then There Were Three" (1978), Pink Floyd - "Wish You Were Here" (1975), The Beatles - "Please Please Me" (1963), The Beatles - "A Hard Day's Night" (1964), The Beatles - "Help!" (1965), Andreas Vollenweider - "Eine Art Suite im 13 Teilen" (1979), The Police - "Outlandos d'Amour" (1978),

1986 (15 albumów):
Kate Bush - "The Kick Inside" (1978), Electric Light Orchestra – “Discovery” (1979), Kitaro - "Oasis" (1979), The Alan Parsons Project - "I Robot" (1977), Camel – “The Snow Goose” (1975), Roxy Music - "Roxy Music" (1972), Roxy Music – “For Your Pleasure” (1973), The Alan Parsons Project - "Pyramide" (1978), Supertramp – “Supertramp” (1970, Barclay James Harvest – “Gone To Earth” (1977), Genesis – “Seconds Out” (1977), Vangelis - "La fete sauvage" (1976), Kitaro - "Tenkai" (1978), Cat Stevens - "Greatest" (1975?), The Alan Parsons Project - "Eve" (1979).

1987 (13 albumów):
The Doors – “The Doors” (1967), Genesis - "Wind And Wuthering" (1977), King Crimson - "Larks' Tongues In Aspic" (1973), Kate Bush - "Lionheart" (1978), Simon & Garfunkel - "Bridge Over Troubled Water" (1970), The Doobie Brothers - "Best Of The Doobies" (1976?), Foreigner - "Foreigner" (1977), Eagles - "Their Greatest Hits 1971-1975" (1976), Pink Floyd - "A Saucerful Of Secrets" (1968), Pink Floyd - "Obscured By Clouds" (1972), AC/DC - "Highway To Hell" (1979), Genesis – “Trespass” (1970), Genesis – “Nursery Cryme” (1971),

1988 (21 albumów):
Genesis – “Foxtrot” (1972), The Alan Parsons Project – “Tales Of Mystery And Imagination” (1976), Genesis – “Live” (1973), The Allman Brothers Band – “Brothers And Sisters” (1972), Genesis – “Selling England By The Pound” (1973), Cat Stevens - "Mona Boon Jackon" (1970), Genesis – “The Lamb Lies Down On Broadway” (1973), Camel – “Moonmadness” (1976), Steve Hackett – “Voyage Of The Acolyte” (1975), Genesis – “A Trick Of The Tail” (1976), Genesis – “Wind And Wuthering” (1977), Pink Floyd - "Atom Heart Mother" (1971), The Beatles – “Help!”? (1965), The Beatles – “Revolver”? (1966), Pink Floyd - 'The Wall" (1979), Alan Parsons Project - "Tales Of Mystery And Imagination" (1976), Simon & Garfunkel - "Greatest Hits" (1972), King Crimson – “In The Court Of The Crimson King” (1969), King Crimson – “In The Wake Of Poseidon” (1970), King Crimson – “Lizard” (1971), King Crimson – “Islands” (1971), King Crimson – “Lark’s Tonques In Aspic” (1973),

1989 (27 albumów):
Procol Harum - "Live" (1972), Uriah Heep – “Salisbury” (1972), Patti Smith - "Easter" (1978), King Crimson - "Starless And Bible Black" (1974), King Crimson - "Red" (1974), Focus - "Moving Waves" (1972), Robert Fripp - "Exposure" (1979), Alice Cooper – “Killer” (1971), Barclay James Harvest - "Everyone Is Everybody Else" (1974), Procol Harum – “A Whiter Shade Of Pale” (1967), Procol Harum - "A Salty Dog" (1969), Barclay James Harvest - "Time Honoured Ghosts" (1975), Uriah Heep - "Very 'eavy, Very 'umble" (1970), Uriah Heep - "Look At Yourself" (1971), Barclay James Harvest - "Octoberon" (1976), Deep Purple - "Deep Purple" (1969), Barclay James Harvest - "Gone To Earth" (1976), Barclay James Harvest - "XII" (1977), Uriah Heep - "Demons And Wizards" (1972), Alice Cooper - "Welcome To My Nightmare" (1975), Barclay James Harvest - "Eyes Of The Universe" (1978), Jon Lord - "Sarabande" (1975), Budgie - "Budgie" (1971), Budgie - "Never Turn Your Back On A Friend" (1973), The Moody Blues - "Days Of Future Passed" (1967), Tony Banks - "A Curious Feeling" (1979), The Moody Blues - "In Search Of The Lost Chord" (1968), The Moody Blues - "On The Threshold Of A Dream" (1969).

1990 (31 albumów):
The Moody Blues - "To Our Children's Children's Children" (1969), The Moddy Blues - "A Question Of Balance" (1970), The Moody Blues - "Every Good Boy Deserves A Favour" (1971), Pavlov’s Dog - "Pampered Menial" (1975), The Moody Blues - "Seventh Sojourn" (1972), Free - "Heartbreaker" (1973), The Moody Blues - "Octave" (1978), Pavlov's Dog - "At The Sound Of The Bell' (1976), Joni Mitchell - "Shadows And Light" (1979), Justin Heyward - "Songwriter" (1977), Uriah Heep - "The Magician's Birthday" (1972), Uriah Heep - "Sweet Freedom" (1973), Dire Straits - "Dire Straits" (1978), Al Stewart - "Year Of The Cat" (1976), Manfred Mann's Earth Band - "Glorified Magnified" (1972), Manfred Mann's Earth Band - "Solar Fire" (1973), Peter Hammill - "In Camera" (1974), Curved Air - "Curved Air Live" (1973), Manfred Mann's Earth Band - "The Roaring Silence" (1976), Peter Hammill - "Chameleon In The Shadow Of The Night" (1973), Uriah Heep - "Wonderworld" (1974), Blue Oyster Cult - "Spectres" (1977), Manfred Mann’s Earth Band - "Watch" (1978), Manfred Mann’s Earth Band - "Angel Station" (1979), Hawkwind - "Hall Of The Mountain Grill" (1974), Yes - "Yes" (1969), Yes - "Time And A Word" (1970), Yes - "The Yes Album" (1971), Yes - "Fragile" (1971), Yes - "Close To The Edge" (1972), Yes - "Yessongs" (1973).

1991 (5 albumów):
Yes - "Tales From Topographic Oceans" (1973), Bad Company - "Bad Company" (1974), Yes - "Relayer" (1974), Yes - "Going For The One" (1977), Yes - "Tormato" (1978).

Wieczór płytowy ze swoim klasycznie rockowym repertuarem nie mógł się równać z najlepszymi audycjami muzycznymi Programu III, ale był atrakcyjny przez swą większą dostępność i przede wszystkim przez swą stereofoniczną formę przekazu. Wiele osób poznało płyty Manfred Mann's Earth Band, czy Hawkwind tylko dzięki temu, że przedstawiono je wówczas w „Wieczorze płytowym”. Dla starych melomanów, były to jednak tylko atrakcyjne stereofoniczne powtórki tego, co słyszeli już wcześniej w audycjach muzycznych Programu III, głównie w audycjach Piotra Kaczkowskiego, ale też u innych prezenterów.

środa, 20 października 2021

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 3

 

Kasety Stilon Gorzów "Low Noise"
na jakich początkowo nagrywałem audycję

„Wieczór płytowy” od strony kulis

Na wstępie trzeba powiedzieć, że Tomasz Szachowski od początku chwalił się zawsze tym, że w przeciwieństwie do innych ówczesnych audycji muzycznych w Polskim Radiu, iż „Wieczór płytowy” prowadzony był na żywo. Innymi słowy, że prezentowana w nim muzyka i towarzysząca jej zapowiedź odbywały się w czasie rzeczywistym gdy audycja była na antenie. I faktycznie w większości razy tak było, zwłaszcza podczas bezpośrednich transmisji koncertowych z Sali Kongresowej w Warszawie, czy znacznej ilości programów. Dowodem na to mogę być różnego rodzaju incydenty jakie podczas takich transmisji na żywo miały miejsce, np. przerwy w łączności, czy przeskakujące ścieżki na płytach CD. Ja zapamiętałem takie zdarzenie w dniu 21 X 1990 r., kiedy w audycji podczas prezentacji album „Time And A Word” zespołu Yes, na utworze „Sweet Dreams” nagle zaczęła przeskakiwać ścieżka, a przez to nie dało się go odtworzyć w całości. Przypuszczalnie płyta była wadliwa, lub uszkodzeniu uległ laser w odtwarzaczu CD zainstalowanym w studio radiowym.

Jednak pewna część audycji „Wieczoru płytowego”, przypuszczalnie około połowy audycji, nagrywane było wcześniej na taśmie i dopiero potem odtwarzane na antenie radiowej. Taka praktyka nie była w ówczesnych realiach czymś nietypowym, a wręcz odwrotnie. Właściwie wszystkie ówczesne audycje radiowe były wcześniej nagrywane na profesjonalnych taśmach szpulowych w studiu i dopiero potem odtwarzane na antenie radiowej. Dlaczego tak robiono? Po pierwsze taka była też praktyka w zachodnich rozgłośniach radiowych, ale głównie w latach 50. i 60, bo od lat 70. tamtejsze stacje radiowe starały się już wszystko emitować na żywo.

W Polsce okresu PRL ociągano się z wprowadzeniem tej innowacji ze względów cenzuralnych. Chodziło o to, aby każdy program, nawet tak banalny jak audycja muzyczna, przed emisją został sprawdzony przez cenzorów, czy nie zawiera szkodliwych dla władzy treści. To mogły być treści słowne w zapowiedzi, ale także mogły one wynikać z samego doboru przez prowadzącego wykonawców. Z tego względu każda działający wówczas w Polsce program radiowy miał w swej siedzibie pomieszczenie, w którym urzędował cenzor nadzorujący programy mające zostać wyemitowane na jego antenie. Taki cenzor pracował także w Programie IV, a potem II PR. Bezpośredni nadzór nad tym co było przygotowywane sprawował tzw. realizator nagrań (dźwięku), który bezpośrednio obsługiwał aparaturę nadawczą i nagrywającą i który w każdej chwili mógł przerwać jakiś program na żywo, czy wcześniej tworzone nagranie, gdyby uznał, że zawiera szkodliwe dla komuszego państwa treści. Oczywiście wszystko to odbywało się pod pozorem dobra radia, prezentera czy słuchaczy. 

Dowodem na to, że przynajmniej niektóre „Wieczory płytowe” były nagrywane wcześniej, a dopiero później pojawiły się na antenie radiowej jest dostępny w Internecie filmik pokazujący jak wyglądał proces przygotowania takiej audycji. Widać na nim Tomasza Beksińskiego nagrywanego przez swego ojca Zdzisława, który przygotowywał pełny program jednego z „Wieczorów płytowych” wyemitowanego dopiero w dniu 1 XI 1989 r. Widać na nim młodego Beksińskiego jak przygotowuje zapowiedzi dwóch płyt: „The Love Songs” z 1984 r. Petera Hammilla i „A Curious Feeling” z 1979 r. Tony Banksa. Na filmiku tym widzimy też jak wyglądało ówczesne studio radiowe Programu IV (raczej było dość biedne), a także przewijanie taśmy z całym programem w celu złożenia jej na półce do oglądu cenzora. 

W samych początkach istnienia audycji nagrania prezentowano w niej z oryginalnych płyt analogowych, a dopiero później kilka miesięcy po jej powstaniu zaczęto nadawać ją prawie wyłącznie z płyt kompaktowych. Napisałem prawie, bo znacząca część nagrań nadal prezentowana była w niej z płyt winylowych, zawsze wtedy, gdy prowadzący nie mieli ich kompaktowych odpowiedników, czy nie zostały jeszcze wydane na CD. A że były to początki tej techniki, to katalog dostępnych płyt kompaktowych nawet na Zachodzie był bardzo ograniczony (na co wskazałem już wcześniej). Ostatnią audycję nadaną w całości z nośnika analogowego nadano 1 V 1986 roku. Udostępniono wówczas m.in. płytę Leszeka Windera - "Blues Forever". Do ich odtwarzania używano zainstalowane w studio dźwiękowym studyjne gramofony analogowe, ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć jakiej firmy. Przypuszczalnie, podobnie jak studyjne magnetofony szpulowe, były to produkty niemieckie lub zrobione w Polsce na licencji niemieckiej np. firmy Telefunken. Ale równie dobrze mogły to być produkty węgierskiej firmy Melchabor znanej w erze socjalistycznej z produkcji profesjonalnego sprzętu do studiów radiowych i telewizyjnych. 

Tak nawiasem mówiąc, w początkach istnienia audycji, wszystkie co lepsze wydania winylowe także były już wydawane na bazie zapisu z taśm cyfrowych. Dotyczyło to oczywiście w pierwszej kolejności muzyki klasycznej. Przykładem takiej płyty jest np. album z dwoma dziełami: „Appalachian Spring” Aarona Coplanda i „Three Places In New England” Charlesa Ives’a w wykonaniu The Saint Paul Chamber Orchestra pod dyrekcją Dennisa Russela Davisa, wydana przez wytwórnię Sound 80. Inc. w 1978 r. Natomiast pierwszym albumem winylowym nagranym na podstawie cyfrowej w muzyce popularnej był album Ry Coodera „Bop Till You Drop” wydany przez Warner Bros w 1979 r. W zakresie muzyki popularnej wzorcowym przykładem tego rodzaju cyfrowych winyli był luksusowy box „The Beatles: The Collection” zawierający 14 płyt winylowych zespołu The Beatles wydany w październiku 1982 r. przez amerykańską wytwórnię MFSL. Wcześniej, bo w 1978 r. podobny zestaw nagrań wydała też wytwórnia EMI w Wielkiej Brytanii. Jednak tego rodzaju wydania winyli były rzadkie i drogie, a przez tym samym nie były osiągalne dla prowadzących audycję. 

Przełomem, była pierwsza prezentacja w tej audycji płyty kompaktowej i odtwarzacza laserowego oraz ich możliwości dźwiękowych, co miało miejsce w dniu 24 VII 1983 r. Odtwarzano wówczas jedną z pierwszych dostępnych masowo płyt z muzyką popularną wydanych na CD, czyli album „Avalon” zespołu Roxy Music. Z tej okazji Tomasz Szachowski zaprosił do studia radiowego wielu swych kolegów dziennikarzy, w tym Wojciecha Manna, który ze znaną sobie flegmą i nonszalancją wypowiedział słynne słowa: „Więc ja mogę posmarować tę płytę marmoladą, a potem wytrzeć, i ona będzie grała tak jak przedtem?”

Niestety, z powodu braku danych, nie jestem w stanie z całą pewnością podać nazwy odtwarzacza płyt kompaktowych z jakiego korzystano podczas emisji tego programu. Ale na pewno był to jeden z odtwarzaczy CD pierwszej generacji, firm: Philips lub Marantz, a przypuszczalnie było to urządzenie firmy Sanyo. Dlaczego akurat tego wytwórcy? Bo to była jedna z nielicznych zachodnich firm o zaawansowanej technologii sprzedawana w Polsce okresu PRL. Jej wybory były dostępne w sklepach Pewexu, a sama firma chętnie udostępniała je do mediów dla celów promocyjnych. Mogło to być np. urządzenie Sanyo DAD-M15 z 1983 r. z pionową kieszenią kasety na płytę CD. Pamiętam też, że firmie Sanyo dziękowano też często na antenie Polskiego Radia czy TVP za udostępnianie swoich produktów.

Jakiś czas potem Tomasz Szachowski zorganizował wśród słuchaczy „Wieczoru płytowego” konkurs na polską nazwę urządzenia do odtwarzania płyt kompaktowych. W tym czasie płyty kompaktowe nazywano z angielska Compact Disc, a urządzenia do ich odtwarzania nazywano CD-Playerami. Na ten konkurs słuchacze nadesłali wiele propozycji, w tym takie jak laserofon, komapktplajer, czy światłograj. Z tego co pamiętam ostatecznie przyjęto nazwę odtwarzacz płyt kompaktowych. Jestem ciekaw czy sam Szachowski pamięta jak zastanawiał się nad tym, jak ktoś wpadł na tak bardzo polską nazwę jak światłograj, do tego wysoce zaawansowanego sprzętu elektronicznego jakim był odtwarzacz CD. 

Jednym z gości tej audycji był też inżynier dźwięku Leszek Michniewicz, z którym później Szachowski prowadził cykl programów pod wspólnym tytułem „Zakłócenia odbioru”. Nadawano je w niedzielne przedpołudnia i dyskutowano w nich nad rożnymi kwestiami technicznymi związanymi z przesyłem sygnału radiowego i zakłóceniami jakie występowały podczas emisji, w studio radiowym i finalnie u słuchaczy w domach. Szybko też okazało się, że czym innym jest dysponowanie sygnałem cyfrowym w studio radiowym, a czym innym jest sygnał docierający do słuchaczy w domach. Ale nawet jak ten sygnał z powrotem z cyfrowego zamieniono w analogowy, to i tak był on lepszy niż sygnał analogowy uzyskany z płyty winylowej, choćby z tej przyczyny że miał większe pasmo przenoszenia i pozbawiony był jej trzasków. Z drugiej strony, od początku techniki cyfrowej, także nieliczni jeszcze wtedy polscy audiofile uznali, że muzyka w formie cyfrowej z płyt kompaktowych jest pozbawiona naturalnego analogowego ciepła miłego dla ludzkiego ucha, za to jest mechaniczna i odhumanizowana. W każdym razie takie sygnały owi audiofile przesyłali listownie lub telefonicznie do redakcji programu. 

Z czysto technicznego punktu widzenia płytę kompaktową i urządzenie służące do jej odtwarzania bardziej dogłębnie omówili Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński w jednym z odcinków programu „Sonda”. Nadano go w dniu 29 XII 1983 r. pt. „Wideo ‘83” w Programie 1 TVP. Do odtwarzania muzyki wykorzystano w nim odtwarzacz firmy Philips CD 202 z 1983 r. Nie jest wykluczone, ze tego samego odtwarzacza używano także podczas „Wieczorów płytowych”. 

Podobnie jak w wypadku innych audycji muzycznych Polskiego Radia w tamtym czasie, jednym z warunków jej istnienia było pozyskiwanie przez prowadzącego najnowszych płyt z muzyką. Wynikało to z tej prostej przyczyny, że Polskie Radio, poza małymi wyjątkami, nie posiadało wtedy własnej fonoteki. Oczywiście sam Szachowski może miał pewną ilość płyt, którą mógł prezentować na antenie radiowej, ale nawet jak je miał, to były to raczej płyty z muzyką jazzową którą cenił, ale na pewno nie miał najnowszych płyt z popem i rockiem.

Aby zaradzić temu problemowi postanowił zapraszać do audycji ludzi, którzy mieli takie najnowsze płyty i chcieli je udostępnić na antenie radiowej. Nagrodą dla nich był sam występ przed mikrofonem radiowym, co wówczas było marzeniem wielu ludzi w Polsce. Cześć z takich zaproszonych gości była zresztą dziennikarzami muzycznymi, czy koneserami określonych gatunków muzyki. Najczęstszym gościem „Wieczoru płytowego” był Tomasz Beksiński, który z biegiem czasu stal się praktycznie jego współtwórcą. Ale płyty w tej audycji udostępniali i je zapowiadali także: Antoni Piekut, Andrzej Paweł Wojciechowski, Jan Weber, Wojciech Krolopp, Jadwiga Skolarska, Jerzy Kordowicz, Janusz Herod, Józef Jakubiec, Leszek Michniewicz, Marek Niedźwiecki, Janusz Kosiński, Bogdan Fabiański, Jerzy Jop, Jacek Demkiewicz, Wojciech Leśniak, Roman Rogowiecki, Piotr Majewski, Tomasz Tłuczkiewicz, Andrzej Marzec, Włodzimierz Kleszcz. Taka metoda pozyskiwania płyt do audycji została w praktyce wypróbowana przez Szachowskiego już w końcu lat 70., kiedy prowadził on w Programie III audycję „Trzy kwadranse jazzu”. Już wówczas zapraszał do niej gości dysponujących prywatnymi płytami, w celu ich prezentacji na antenie radiowej w ramach cyklu „dyskografie”. 

Jednym z gości audycji był też Marek Gaszyński prowadzący konkurencyjne audycje muzyczne w Programie IV: najpierw „Słuchajmy razem” a potem „Klub stereo”. W bliżej mi nie znanych okolicznościach, w okresie od 1 IV do 2 IX 1984 r. przejął on prowadzenie „Wieczoru płytowego”. Spotkało się to z ostrymi reakcjami słuchaczy i samego Szachowskiego, który wygłosił z tego powodu oświadczenie na antenie radiowej. Pamiętam, że była w nim mowa o tym, że to on wymyślił formułę tej audycji, stąd inne osoby mające swoje własne audycje nie powinny jej zmieniać, a jak chcą zmian, to powinny to zrobić we własnych audycjach. Po tych wydarzeniach Gaszyński zniknął z „Wieczoru płytowego” na zawsze.

Tylko jeden raz w dniu 20 XI 1983 r. do audycji zaproszono Piotra Kaczkowskiego, który zaprezentował w niej dwie płyty: Steamhammer - "Mountains" (1970) brytyjskiego zespołu Steamhammer i „Swordfishtrombones” (1983) Amerykanina Toma Waitsa. Obaj ci wykonawcy byli wówczas w Polsce praktycznie nieznani. Przy okazji tej prezentacji Kaczkowski dał pamiętny komentarz, iż wie że przygotowane przez niego płyty zdenerwują wielu słuchaczy liczących na kolejną płytę Genesis, czy innych gigantów klasycznego rocka, ale liczy na to, że przynajmniej niektórzy ze słuchaczy ucieszą się z tej nowej nieznanej im muzyki.

Z biegiem czasu i postępującym tanieniem płyt kompaktowych, a zarazem coraz większą ich dostępnością, własny zbiór tego rodzaju płyt powstał też w Polskim Radiu. Niektóre z nich kupowano, ale niektóre przypuszczalnie jedynie wypożyczano z zachodnich ambasad, czy zaprzyjaźnionych instytucji. Z tego powodu w dniu 18 X 1987 r. w audycji podano pobudzającą wyobraźnię słuchaczy informację o uzyskaniu przez Polskie Radio dostępu do tysiąca pięciuset płyt kompaktowych. W końcu lat 80. nowym ważnym źródłem pozyskiwania płyt do audycji były powstające w Warszawie jak grzyby po deszczu wypożyczalnie płyt kompaktowych. Do „Wieczoru płytowego” najczęściej wypożyczano płyty kompaktowe z następujących wypożyczalni: Digital” w Al. Jerozolimskich 2 (naprzeciw Muzeum Narodowego), „Combo” przy ul. Słupeckiej 8 i na Rynku Starego Miasta 2, „Underground” przy ul. Filtrowej 68 i „Na skraju” przy ul. Szolc-Rogozińskiego 3. Z tego powodu podziękowania dla właścicieli tych wypożyczalni, były stałym rytuałem osób prowadzących tę audycję na przełomie lat 80. i 90. 

Bardzo charakterystycznym sygnałem dźwiękowym audycji, emitowanym zawsze na jej początku i końcu był początkowy fragment nagrania „San Lorenzo” z albumu „Pat Metheny Group” wydanego przez niemiecką wytwórnię ECM w 1978 r. Był to sygnał nie przypadkowy i wynikał z preferencji Szachowskiego, który nigdy nie ukrywał, ze lubi muzykę jazzową, a gitarzysta Pat Metheny jest jednym z jego faworytów. Trzeba przyznać że był to sygnał wyjątkowo oryginalny, bo wyjątkowo oryginalna ale i trudna w odbiorze była ta kompozycja. I aż trudno uwierzyć, że ta dość nieprzystępna kompozycja została zaakceptowana i przyswojona przez słuchaczy. To dowód na to, że nawet trudną kompozycję jak się puści na antenie radiowej kilkaset raczy, to stanie się popularna.

Uwaga do foto kaset!

Na pewno znajdą się Tacy, którzy będą się chwalić jakie to oni mieli te 37 lat temu super zachodnie kasety z "Pewexu" do nagrywania tej audycji. Może i mieli, a myślę że takie kasety w dużych ilościach miał mało kto,. Ja byłem biedny i z ledwo mogłem sobie pozwolić jedynie na polskie kasety. A i tak bardzo trudno było je wtedy kupić, bo panował gigantyczny kryzys gospodarczy. Faktycznie to był nie tyle kryzys klasyczny, co wielki niedobór towarów (kryzys w kapitalizmie, to nadprodukcja).

środa, 8 września 2021

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 2


Odtwarzacz płyt CD CDP-101
produkowany w latach 1982-1985

Ogólna charakterystyka audycji

Nadawana od początku wyłącznie w systemie „stereo” audycja „Wieczór płytowy” funkcjonowała w okresie od 13 III 1983 do 24 III 1991 roku, czyli przez osiem lat. Dopiero z dniem 6 IV 1986 r. nazwę audycji przemianowano na „Wieczór z płytą kompaktową” (ale mogło to być także trochę wcześniej). Z dniem 1 VII 1990 r. jej początek na stałe przesunięto na godz. 21.05 przywracając jej pierwotną nazwę „Wieczór płytowy”. W 2017 r. dzięki inicjatywie kilku entuzjastów na czele z Przemysławem Psikutą i pozyskaniu do tego projektu Tomasza Szachowskiego „Wieczór płytowy” został przywrócony do życia i ponownie rozpoczęto jego emisję w Programie II PR. Ja jednak tego najnowszego okresu jego historii nie ująłem już w swym opisie. Nie oznacza to jednak, że to nowe wcielenie tej audycji jest złe, a wręcz przeciwnie, uważam że jest bardzo dobre, ale ja postanowiłem się skupić wyłącznie na jej najstarszych dziejach.

W klasycznym okresie swego istnienia audycja „Wieczór płytowy” nadawana była raz w tygodniu, początkowo rozpoczynała się w niedzielę o godz. 22.20 w Programie IV Polskiego Radia, a później także w inne dni tygodnia, zwłaszcza w okresie świąt. Z dniem 3 VII 1983 r. audycję zaczęto emitować w Programie II PR, w związku z wspomnianym już przenumerowaniem programów, od tego momentu zaczynała się o godz. 22.00. Począwszy od 4 XI 1984 r. audycję podzielono na dwie części i zaczęto nadawać w godz. od 18.00 do 21.00 i a potem od 21.20 do 00.15 w nocy. Stereofoniczna forma audycji powodowała, że inne audycje muzyczne PR nie mogły się z nią równać pod względem jakości technicznej, zwłaszcza te nadawane w Programie III. I choć w tym ostatnim programie prezentowano o wiele większą różnorodność stylów muzycznych i płyt, to jednak z powodu tego, że przez większość lat 80. na znacznej połaci naszego kraju, w tym tam gdzie mieszkałem, nadal był to jedynie przesył jednokanałowy, to z definicji były to audycje mniej atrakcyjne, bo jedynie monofoniczne.

W „Wieczorze płytowym” była możliwa prezentacja nawet kilku płyt pod rząd, gdyż był on dość długi, bo jak już wskazano, obejmował z przerwami po kilka godzin czasu antenowego. Nadawanie w systemie stereo, dugi czas trwania, trafny dobór repertuaru i możliwość nagrywania wielu najnowszych płyt z muzyką popularną sprawił, że w latach 80. właśnie to ta audycja stała się ulubioną dla wielu słuchaczy Polskiego Radia. Ważny też był dzień w jakim ją nadawano, czyli ów niedzielny wieczór, kiedy wszyscy mieli czas na jej spokojne wysłuchanie. I to właśnie z tego powodu konkurencyjne audycje „Słuchajmy razem” a potem „Klub stereo” nadawane w tym samym programie IV, a potem II cieszyły się mniejszą estymą wśród słuchaczy tylko dlatego, że nadawano je w tygodniu, kiedy większość ich potencjalnych odbiorców nie miała czasu aby ich słuchać i je nagrywać.

„Wieczór płytowy” wyróżniał się też pod względem doboru płyt, bo dzięki prezentowanej w nim różnorodności stylów i wykonawców (co nie koniecznie zawsze mi się osobiście podobało) doskonale wpisywał się w oczekiwania swoich odbiorców, a ponadto był bardzo dobrze przygotowany merytorycznie. W obu ostatnich wypadkach było to zasługą jego głównego twórcy, czyli Tomasza Szachowskiego. Nie tylko potrafił on zadbać o zróżnicowany repertuar, co nie jest znowu takie oczywiste, ale także postarał się o ściągnięcie do studia całej rzeszy współpracowników (do każdego rodzaju muzyki innych). Zadbał też o to, aby przed prezentacja każdej płyty znalazła się krótka, ale dobrze przygotowana zapowiedź. Oczywiście takie zapowiedzi posiadały także inne ówczesne programy muzyczne PR, ale istota polegała na nadaniu takiej zapowiedzi oryginalności kojarzącej się tylko z tą audycją. Przede wszystkim miało to jednak znaczenie praktyczne, stąd przed prezentacją każdego albumu prowadzący audycję redaktor przedstawiał niezbędne informacje o wykonawcy i odtwarzanej płycie. Tytuły utworów podawane były powoli, w oryginale i z polskim tłumaczeniem, tak, aby można było je zapisać. Każda z takich zapowiedzi zawierała także informacje o dokładnym czasie całej płyty i każdego z utworów, a wszystko po to, aby słuchacze mogli sobie dobrać do tego odpowiednią długość taśmy na szpuli czy kasecie.

Początkowo płyty CD dzielono na dwie części, tak jakby grano je albumów analogowych. Z biegiem czasu nastąpiło jednak wydłużenie czasu muzyki zapisanej na płytach kompaktowych. Nie było to przypadkowe, bo pozwalały na to możliwości techniczne tej płyty, a także miało to znaczeni biznesowe. W tym drugim wypadku chodziło o to, że koncerny chcąc zachęcić fanów do zakupu nowego drogiego sprzętu odtwarzającego i płyt CD umieszczały na nich dodatkowe nagrania jakich nie było w oryginalnych winylowych wydaniach. Z tego powodu długość tych samych albumów w wersjach na CD była najczęściej dłuższa od ich analogowych odpowiedników. W takich okolicznościach w późniejszym okresie istnienia audycji podział czasu emisji dostosowano do długości tych dłuższych płyt i możliwości ich nagrania przez fonoamatorów. Przykładowo prezentację takiej dłuższej płyty CD przeprowadzono tak, że dzielono ją na dwie nierówne części np. na 45 minut i 30 minut lub np. na 2 razy po 30 minut itp. Te długości były odpowiednikami stron typowych kaset magnetofonowych.

Słowo o historii płyt kompaktowych

„Wieczór płytowy” kojarzy się wszystkim przede wszystkim z płytami kompaktowymi. I faktycznie to właśnie w tej audycji po raz pierwszy na dużą skalę zaczęto wykorzystywać je do prezentacji muzyki w Polskim Radiu. Opis jak do tego doszło znajduje się w dalszym akapicie, ale w tym miejscu trzeba też powiedzieć parę słów o historii płyty kompaktowej.

Płyta kompaktowa (ang. Compact Disc) to wykonany z poliwęglanu krążek z informacją w postaci cyfrowej odczytywany za pomocą wiązki światła z lasera optycznego. Głównym celem jego powstania była chęć stworzenia nowego nośnika do nagrywania i przechowywania dźwięku. Pierwsze płyty CD-Audio kodowane przy pomocy systemu PCM mogły pomieścić do 74 minut muzyki, co odpowiadało 650 MB danych. Dopiero w latach 90. upowszechniły się płyty CD zdolne pomieścić do 80 minut dźwięku lub 700 MB danych. Obecne płyty CD mogą pomieścić ich jeszcze więcej.

Płyta kompaktowa przechowuje cyfrowy zapis dźwięku w standardzie zgodnym z tzw. czerwoną księgą (ang. red book). Płyta taka ma średnicę 120 mm, grubość 1.2 mm i przeciętnie waży ok. 15 g, a długość spirali z zapisanymi danymi na typowej płycie to ok. 5,4 km. Dane cyfrowe na płycie są zapisane w postaci zer i jedynek co fizycznie na płycie przyjęło postać mikrowgłębień i fragmentów płaskich. Odczyt danych cyfrowych na płycie kompaktowej odbywa się odwrotnie niż płyty winylowej, a więc od środka w kierunku jej krawędzi, czemu towarzyszy spadek jej prędkości obrotowej. Jednak istotą odtworzenia takiego zapisu czytelnego dla ucha człowieka jest posiadanie przez urządzenie odtwarzające przetwornika cyfrowo-analogowego, który im jest lepszy, tym bardziej naturalnie analogowo oddaje brzmienie dźwięków cyfrowych zapisanych na płycie. Dopiero po przetworzeniu zapisu cyfrowego w analogowy zapisane na płycie CD dane stawały się dźwiękiem zrozumiałym dla ucha człowieka.

Taka standardowa płyta CD-Audio mogła przenieść dźwięk o częstotliwości do 22,05 kHz, co było możliwe dzięki wysokiej częstotliwości próbkowania wynoszącej 44,1 kHz i rozdzielczości 16 bitów na próbkę. W chwili wypuszczenia płyt CD na rynek uważano, że płyty kompaktowe są niezniszczalne, bo nie zużywają się podczas odtwarzania. I faktycznie odczytujący je laser ich nie niszczył tak jak igła płyty winylowe. Ale późniejsza praktyka wykazała, że płyty CD było można łatwo porysować, a co gorsze, stwierdzono, ze mogą się one utleniać, a przez to tracić swe właściwości dźwiękowe. Pogarszały się one zresztą w miarę jak płyta kompaktowa stawała się coraz bardziej masowa, a na materiale koniecznym do jej wytwarzania zaczęto oszczędzać.

Płyta Audio-CD była wspólnym dziełem koncernów Philips i Sony. Pierwszą wersję płyty kompaktowej oba koncerny opracowały niezależnie od siebie już w połowie lat 70. XX w. Pierwszy publicznie zaprezentował wyniki swych prac koncern Sony w 1977 r. Prace nad nową technologią przyspieszyły, gdy w 1979 r., obie firmy podpisały umowę o współpracy w tym zakresie. Jej wynikiem było ostateczne opracowanie standardu technicznego płyty kompaktowej i urządzenia do jej odtwarzania. Zaprezentowano je w dniu 17 VIII 1982 r. podczas światowej premiery płyty CD-Audio w fabryce w Langenhagen w Niemczech (wówczas należącej do Phillipsa). Na nielicznych prezentowanych w epoce zdjęciach czy filmach wyglądała ona jak zakład z przyszłości, w którym wszyscy pracownicy musieli chodzić w białych kombinezonach i hełmach, a procedury związane z produkcją płyt CD były jakby żywcem wyjęte z laboratoriów biologicznych o najwyższym stopniu zagrożenia.

 Pierwsze płyty i odtwarzacze CD zostały wprowadzone do masowej sprzedaży we wrześniu 1982 roku w Japonii. Jako pierwszy trafił do sklepów odtwarzacz firmy Sony CDP-101. W Europie pierwszym masowo produkowanym i sprzedawanym tego rodzaju urządzeniem był produkt firmy Philips CD-100. Wprowadzono go do sprzedaży dopiero w marcu 1983 r., ale była to konstrukcja z 1982 r. Jego wiernym odpowiednikiem na rynku japońskim był Marantz CD 63. W epoce, odtwarzacze te były bardzo drogie, bo kosztowały po ok. 1000 ówczesnych dolarów. Dla ówczesnego Polaka była to astronomiczna suma, bo były to pełne ponad trzyletnie przeciętne zarobki w naszym kraju.

 Wraz z nowymi odtwarzaczami wprowadzono do sprzedaży płyty z muzyką rozrywkową wydane na nowym nośniku dźwięku: w Japonii był to album Billy Joella „52nd Street” (1978) wydany przez koncern Sony we wrześniu 1982 r., a w Europie album „The Visitors” (1981) zespołu ABBA wydany w marcu 1983 r. przez koncern PolyGram. Pierwsza polska płyta przygotowana na tym nośniku ukazała się dopiero w 1989 r. a wydana została przez firmę Polton. Był to album, zespołu Kult pt. „Spokojnie”.

 W początkowym okresie rozwoju nowego nośnika, na płytach kompaktowych dominowała muzyka klasyczna, a ich odbiorcami byli głównie zamożni audiofile. Pierwszym testową płytą muzyczną była „Eine Alpensinfonie” („Symfonia Alpejska”) Richarda Straussa w wykonaniu Filharmonii w Berlinie pod dyrekcją Herberta von Karajana nagrana i próbnie wydana w 1979 r. Oficjalnie Deutsche Grammophon wydał j na płycie CD dopiero w 1983 r. Natomiast pierwszą seryjnie wyprodukowaną płytą z muzyką klasyczną były „Waltzes” („Walce”) Fryderyka Chopina w wykonaniu Claudio Arrau, nagrane w 1979 r. a wydane przez koncern Philips w 1980 r.

 Dostępny na przełomie 1982/1983 r. katalog płyt kompaktowych z muzyką popularną obejmował jedynie ok. 50 płyt, oprócz już wspomnianych znajdowały się w nim m.in.: dwie płyty King Crimson: „In The Court of the Crimson King” i „Discipline”, trzy płyty Roxy Music: „Flesh+Blood”, Manifesto”, Avalon”, trzy płyty Eltona Johna: ”Jump Up”, „21 at 33”, The Fox”, dwie płyty Bee Gees: „Saturday Night Fever”, „Greatest Hits”, dwie płyty Pink Floyd: „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here”, dwie płyty Michaela Jacksona: „Thriller” i „Off the Wall”, a także następujące albumy: Eric Clapton – „Just One Night”, Toto – „Turn Back”, The Who - „It’s Hard”. Jak więc widać były to tytuły dość przypadkowe, reprezentujące rożne nurty muzyki rozrywkowej z przewagą tej nowszej i bardziej przebojowej. Jedynie dosłownie nieliczne z albumów reprezentowały klasykę rocka. Z obecnej perspektywy nie zawsze były to trafione tytuły. Generalnie pod względem repertuarowym, była to więc „wielka bieda”, w żaden sposobnie mogąca się równać z katalogami płyt winylowych.

Lata 1983-1984 należy uznać za pionierskie dla propagowania nowego nośnika dźwięku. W sprzedaży pojawiły się kolejne odtwarzacze CD zwane wówczas dyskofonami, a każdy kolejny model był tańszy niż poprzedni, co nie koniecznie korelowało z ich jakością. Zwiększała się też ilość firm produkujących te odtwarzacze. Wiele z nich np. Toshiba, po krótkiej przygodzie z taką produkcją, szybko ją porzucała, bo nie była w stanie podołać wzrastającej konkurencji i konieczności coraz to nowszych innowacji technicznych przy obniżaniu kosztów. Jednocześnie w ciągu kolejnych kilku lat katalog płyt CD zwiększył się do ok. 5000 pozycji.

I choć płyty CD stopniowo wypierały albumy winylowe, to wciąż tworzyły niszowy rynek, a sam katalog dostępnych płyt kompaktowych nie był w stanie zadowolić wytrawnych melomanów. Działo się tak nawet pomimo ogromnych sum wpompowanych przez twórców systemu w produkcję nowych płyt i odtwarzaczy CD. Inne wielkie koncerny płytowe przewidywały upowszechnienie się nowego nośnika, ale uważały, że nastąpi to dopiero w latach 90. Przełomem okazało się wydanie na płycie CD w 1985 r. albumu „Brothers In Arms” zespołu Dire Straits, czemu towarzyszyła ogromna akcja promocyjna. Jego wielki sukces rynkowy skłonił inne koncerny muzyczne do przyspieszenia wydawania płyt ze swych katalogów na nowym nośniku. W ten sposób w państwach zachodnich już w drugiej połowie lat 80. nastąpiło upowszechnienie płyt CD. Proces ten tak przyspieszył, że na przełomie lat 80. i 90. płyty winylowe stały się przeżytkiem i praktycznie zostały wycofane z masowej sprzedaży.

Zmiany te nie dotyczyły jednak Polski, bo mało kto miał wówczas w naszym kraju odtwarzacze i płyty CD. Ale miało to znaczenie dla Polskiego Radia, a w szczególności dla prezentowanych w jego eterze audycji muzycznych, w tym dla „Wieczoru płytowego”. A to za sprawą tego, że tylko dzięki umasowieniu płyt kompaktowych jej redaktorzy mogli stale poszerzać repertuar przedstawianej w nim muzyki z płyt kompaktowych. To właśnie dzięki licznym wznowieniom klasyki rocka na CD dokonanym w drugiej połowie lat 80. np. albumów Pink Floyd, King Crimson, Yes. Genesis, Led Zeppelin, Black Sabbath, Deep Purple i innych audycja ta zyskała nowe oblicze, a do jej dotychczasowych słuchaczy dołączyli fani klasycznego rocka. Przeważnie przedstawiał je na antenie młody dziennikarz Tomasz Beksiński, który swymi prezentacjami doprowadził nawet do pewnej zmiany całej orientacji programowej audycji. Jednak ważne miejsce w tym procesie miały także inne osoby, w tym entuzjaści dynamicznie rozwijającego się wówczas heavy metalu, w tym thrashu, a także miłośnicy nowych nurtów muzyki np. mieszanki popu i jazzu.

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Opis i spis treści audycji „Wieczór płytowy” i „Wieczór z płytą kompaktową” 1983-1991 cz. 1

 

Odbiornik radiowy Radmor 5102 QQ

Wstęp

W ocenie większości słuchaczy, których młodość przypadła na lata 80. XX w., audycja „Wieczór płytowy” („Wieczór z płytą kompaktową”) ma status kultowy. Ta kultowość wynika głównie z trzech faktów: 1) poza początkowym okresem, większość prezentowanych w audycji płyt nadawano z płyty kompaktowej – wówczas absolutnej nowości w świecie audio, 2) prezentowane w audycji nowości muzyczne można było sobie za darmo nagrać na magnetofon w możliwie najwyższej jakości technicznej, 3) lata świetności tej audycji przypadły na młodość pokolenia wchodzącego w dorosłe życie w latach 80.

Trudno się więc dziwić, że mając takie walory, „Wieczór płytowy” szybko stał się jedną z najchętniej słuchanych a zarazem najpopularniejszych audycji muzycznych Polskiego Radia w końcowym okresie PRL. W tym czasie śledzili ją wszyscy, którzy chcieli posłuchać najnowszych zachodnich płyt. Ale warto też wskazać na to, że słuchanie audycji muzycznych było jedną z niewielu rozrywek dostępnych dla przeciętnego Kowalskiego w ówczesnej Polsce. Ale i to nie było przecież takie znowu pospolite, bo aby nagrywać prezentowaną w niej muzykę należało mieć odpowiedni sprzęt klasy hi-fi, który w tamtych czasach był niezmiernie trudno osiągalny i bardzo drogi. Tym nie mniej słuchanie audycji radiowych w owym czasie było czymś bardziej ekskluzywnym niż np. oglądanie dosadnej wizualnie telewizji.

Zresztą w tamtych czasach nawet bardziej przemawiająca do masowego odbiorcy telewizja oferowała widzom jedynie trzy programy, z czego tylko dwa były ogólnopolskie, a ich repertuar programowy był bardziej niż skromny. Oglądało się je najczęściej na starych czarno-białych telewizorach, bo mało kto miał też w tym czasie aparat do odbioru telewizji w kolorze, zwłaszcza w pierwszej połowie lat 80. W drugiej połowie tej dekady co bogatsi obywatele, a ja się do nich na pewno nie zaliczałem, mieli już taki sprzęt, a nawet magnetowidy, w których mogli sobie oglądać przemycone z Zachodu programy i filmy. Ci najzamożniejsi lub mających krewnych za granicą posiadali sprzęt zachodni, przeważnie zakupiony w Pewexie lub Baltonie. Jak wiadomo były to polskie sklepy, ale trzeba było w nich płacić obcymi walutami, co nie było takie proste wobec faktu, że przeciętny zarobek w Polsce w przeliczeniu na zachodnie waluty wynosił wówczas ok. 25 dolarów (gdy cena telewizora wynosiła ok. 500 dolarów).

A jeszcze bardziej nieliczni byli ci obywatele, którzy mogli pozwolić sobie na zakup komputerów. Były one równie drogie lub nawet droższe niż przeciętny sprzed audio i wideofoniczny, ale ludzie ich pragnęli, bo pozwalały one na interakcję z urządzeniem i delektowanie się dostępnymi na nich prymitywnymi grami. Grami, bo mało kto używał wówczas komputera do pracy. Nawiasem mówiąc, w tamtym czasie nawet do głowy mi nie przyszło, żeby mieć komputer w domu. 

W takich okolicznościach „Wieczór płytowy” był nie tylko kolejną i jakąś tam audycją radiową, ale jednym z niewielu szerzej dostępnych źródeł darmowej rozrywki na najwyższym poziomie. Patrząc z obecnej perspektywy, ówcześni ludzie, zwłaszcza ci lepiej wykształceni i raczej młodzi, fascynowali się jej słuchaniem i nagrywaniem z niej płyt, bo były one jedną z nielicznych przyjemności kulturalnych dostępnych w naszym przecudnym komuszym państwie. To właśnie zadecydowało o masowości słuchania tej audycji. Z kolei dzięki tej masowości, tak wielu ludzi pamięta o niej do chwili obecnej i wspomina ją z rozrzewnieniem. I faktycznie była to dobra audycja i miała dobrych prowadzących ją dziennikarzy, ale też gdyby ludzie mieli wówczas alternatywę i mogli sobie tanio kupić prezentowane w niej płyty, to raczej nigdy nie stała by się ona aż tak kultową. Do tego dochodzi jeszcze nostalgia za czasami młodości i przeżyć jakie ta audycja dostarczyła wielu ludziom, w tym mnie. A to już jest fakt nie do zastąpienia niczym innym, bo nic na świecie nie zwróci człowiekowi minionego czasu.

Na koniec trzeba powiedzieć jeszcze o jednej sprawie, a mianowicie o tym, że ogólnie muzyka miała wówczas większe znaczenie niż obecnie. To był jeszcze czas, gdy każda nowa płyta znanego wykonawcy była wydarzeniem kulturalnym dyskutowanym przez ludzi. I nawet jak ktoś się nie interesował muzyką, to wiedział, że wypada się orientować w tym, co się dzieje w świecie muzyki popularnej. Oczywiście w różnych kręgach dyskutowano o różnej muzyce, ale była ona jeszcze wówczas podziwiana i ludzie pragnęli ją posiadać, bo była dosłownie coś dla nich warta. 

Geneza audycji „Wieczór płytowy”

Genezy audycji „Wieczór płytowy” należy szukać w założeniach merytorycznych Programu IV PR. Powstał on w 1976 r. jako pasmo emisyjne na którym miano prezentować audycje w wersji stereofonicznej. Zgodnie z planem miano w nim prezentować różną muzykę, a więc klasyczną, jazzową i rozrywkową. W ramach tego założenia muzykę popularną w wersji dwukanałowej prezentowano w ramach audycji „Studio stereo” nadawanej w sobotnie wieczory. Istniała ona do 13 grudnia 1981 r. To właśnie w niej po raz pierwszy zastosowano słynne i upowszechnione potem w „Wieczorze płytowym” czyszczenie kanałów, co polegało na przemiennych szumach o różnym natężeniu w prawym i lewym kanale (kolumnie w domu odbiorcy), a także na przesyle do nich trzasków o rożne amplitudzie. Był to swoisty rytuał powtarzany przed każdą z tych audycji.

W czasach mojej wczesnej młodości zarówno „Studio stereo” jak i późniejszy „Wieczór płytowy” były bardzo popularnymi audycjami. Obecnie ta pierwsza jest nieco zapomniana, stąd cała nostalgia skierowana jest ku tej drugiej. I to właśnie z nich, a zwłaszcza z „Wieczoru płytowego” wielu ludzi nagrywało całe płyty na swych co dopiero kupionych magnetofonach. U progu dekady lat 80. w większości były to stereofoniczne magnetofony szpulowe, najpierw „Dama Pik”, a potem wszelkie odmiany magnetofonu „Aria”, bo tylko takie były masowo dostępne. Magnetofony kasetowe też już były wówczas produkowane w Polsce, choć nie były klasy hi-fi (np. popularny wówczas „tapeciak” czyli M532SD i jego mutacje), ale ich czas miał dopiero nadejść wraz z umasowieniem ich produkcji i polepszeniem parametrów. Nastąpiło to dopiero w ciągu pierwszej połowy lat 80., co jest swego rodzaju paradoksem, bo był to okres totalnej zapaści krajowego przemysłu w każdej dziedzinie. Ale to właśnie wtedy pojawiły się szerzej dostępne dla krajowego nabywcy magnetofony kasetowe hi-fi z serii „Finezja” np. ok. 1982 r. „Finezja 3 (M551S), a ok. 1986 r. tzw. szuflada, czyli magnetofon MDS 4421 będący elementem dużej wieży firmy Diora. Były to magnetofony na jakich publiczność najczęściej nagrywała „Wieczór płytowy” przez cały okres jego istnienia. Oczywiście najbardziej zamożni obywatele PRL mili już też sprzęt zachodnich firm, głównie Technisca (nazwa sprzętu audio firmy Panasonic), ale generalnie znajdował się on poza finansowymi możliwości większości zwykłych ludzi Przywiślańskiego Kraju.

W każdym razie od końca lat 70., a już na pewno w 1980 r. władze stojące na czele polskiej radiofonii zastanawiały się nad reorganizacją całości ramówki wszystkich programów Polskiego Radia. Celem takiego działania miało być uporządkowanie eteru i skupienie audycji danego rodzaju w ramach jednego programu radiowego. Oczywiście nie było to łatwą sprawą, bo nawet wówczas słuchacze byli już przyzwyczajeni do pewnej ramówki w ramach danego programu i nie można była łatwo jej zmienić, bez szkody dla jej słuchalności. Taka okazja nadarzyła się wraz ze zawieszeniem wszystkich programów radiowych w stanie wojennym. Gdy po przerwie wszystkie programy na UKF ponownie wystartowały, to miały już inne nowe ramówki, choć pewnych kwestii nie zdołano jeszcze rozwiązać z przyczyn technicznych czy organizacyjnych. Dotyczyło to zwłaszcza stereofonicznego Programu IV, który przekształcony został w program muzyczno-literacki przeznaczony dla bardziej wymagających radiosłuchaczy. Dopiero z dniem 1 lipca 1983 r. dokonano przenumerowania programów na UKF, i w ten sposób dotychczasowy Program IV stał się Programem II, ale jego ostateczna ramówka uformowała się dopiero dwa lata później.

I to właśnie w takich okolicznościach zrodziła się audycja „Wieczór płytowy” mająca z założenia prezentować w wersji stereofonicznej różnorodną muzykę, od klasyki, przez jazz po różne odmiany muzyki popularnej (rock, pop. blues itp.). Oczywiście była to nieco zmodyfikowana i poszerzona czasowo wersja już wcześniej wspomnianego „Studio stereo”, tyle że odtąd nadawanego nie w soboty, w niedzielne wieczory. Wraz z tymi zmianami do odnowionego Programu IV przyszło wielu „nowych” dziennikarzy, a w zasadzie „starych”, bo najczęściej dotychczasowych redaktorów muzycznych z Programu III. W tej grupie byli m.in. Jan Borkowski, Paweł Sztompke, Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann. Jednak dwóch z nich miało szczególny wpływ na kształt nowej ramówki muzycznej Programu IV, a potem Programu II, byli to: Marek Gaszyński i Tomasz Szachowski. To właśnie ten ostatni był głównym architektem „Wieczoru płytowego”, nowej czołowej audycji muzycznej w Programie IV (a potem II). Nieco szerzej o nim w jego biogramie w dalszej partii tekstu.

Oczywiście cała ta reorganizacja odbywała się w niezbyt przyjemnych okolicznościach, których tłem był stan wojenny. W szczególności chodziło o szykanowanie niektórych dziennikarzy pracujących głównie w Programie III. O ile Tomasz Szachowski sam przeszedł do niego do Programu IV jeszcze w 1981 r., to już Marek Gaszyński znalazł się w nim przymusowo, bo pozbawiono go etatu w Programie III.

Dziennikarz magazynu „Tylko/Teraz Rock” a także radiowy Bartosz Koziczyński tak opisuje „Wieczór płytowy” w swej książce pt.: „333 popukulturowe rzeczy…PRL” (Poznań 2007):

„Audycja symbolizująca praktyki, jakimi przez dekady oddawało się Polskie Radio – nadawania płyt w całości. (…). Klasyczny okres zaczął się dwa lata później, gdy funkcję prowadzących zmonopolizowali Tomasz Szachowski i Tomasz Beksiński. W niedzielny wieczór można było usłyszeć najlepsze pozycje z bieżącego repertuaru rockowego i nowej fali (…). Na przełomie dekad zaczęto nawet nadawać w odcinkach całe dyskografie”.

To trochę uproszczone spojrzenie, pisane z perspektywy interesów wielkich koncernów i nie przestrzegania przez prowadzących audycję praw autorskich. I choć nie jest to punkt widzenia pozbawiony racji, to jednak jest to też spojrzenie na nią nieco jednostronne (choć jak przypuszczam celowo uproszczone ramami publikacji). Bo choć faktycznie w audycji nadawano całe płyty, a nie było na to licencji, a więc łamano w ten sposób prawo (ale nie polskie), to jednak w tamtym czasie nie było innej możliwości. Polacy nie mieli pieniędzy na nabywanie zachodnich płyt, a Polskie Radio nie miało dewiz na zakup stosownych licencji, bo także nie miało na to funduszy. Ponadto gdyby nawet taką licencję miało, to nie mogłoby prezentować na antenie całych płyt, a jedynie pojedyncze nagrania, bo taka była ówczesna polityka wielkich koncernów muzycznych na Zachodzie. Jednak Polska okresu PRL nie przestrzegała praw autorskich i prowadzący audycje za zgodą dyrekcji PR mogli prezentować całe płyty na antenie radiowej.

Dzięki temu „bezprawiu” czyli darmowym prezentacjom całych płyt w „Wieczorze płytowym” wyrosło całe pokolenie miłośników muzyki, które do dzisiaj kupuje grane wówczas płyty na różnych nośnikach. To dzięki m.in. tej audycji, przynajmniej w pokoleniu ludzi do jakiego należę, nawet obecnie mamy w Polsce sporo fanów fizycznych nośników muzyki. Ludzie należący do tej grupy w młodości nie mogli sobie kupić ulubionej muzyki na płytach, wiec ją nagrywali z radia. Obecnie muzyki jest wszędzie wręcz za dużo i w wersji cyfrowej nie jest już zbyt droga, ale prawdziwi fani nadal chcą posiadać fizycznie istniejące płyty swych ulubionych wykonawców, choć muszą za nie drożej zapłacić niż za ich postać cyfrową. Innymi słowy, biorąc długofalowy efekt tacy fani są nawet z punktu widzenia koncernów bardziej pożądanymi klientami, choć obecnie znacząco niedocenianymi. I trzeba sobie jasno powiedzieć, że przeważnie ci fani nie uważają muzyki w postaci cyfrowej za coś wartościowego. Do takich fanów należę także i ja. Gdybym miał zapłacić za cyfrowy album, to raczej wolałbym przestać słuchać muzyki niż dać choćby złamany grosz za taką namiastkę. A to dlatego, że uważam, że wydawnictwo fonograficzne (obojętnie płyta winylowa, kompaktowa czy kaseta magnetofonowa) to pewna całość składająca się z realnie istniejącego nośnika, zapisanej na nim muzyki i okładki. W postaci cyfrowej ograniczono to tylko do samej muzyki i to często jeszcze zniekształconej różnymi manipulacjami (remasterami) rzekomo polepszającymi oryginalny dźwięk analogowy, a faktycznie go deformującymi. I trudno się dziwić, że nawet masowy słuchacz uważa taki dźwięk już nie za muzykę, tylko dźwiękowe tło wydobywane ze swych przenośnych urządzeń odtwarzających.

Obecnie większość dawnych słuchaczy „Wieczoru płytowego” kojarzy go z nowościami ze świata muzyki pop i rock, ale jego założenia programowe były dalekie od takiego homogenicznego repertuaru. Przede wszystkim zgodnie z nimi audycja miała prezentować różnorodną muzykę z przewagą tej bardziej ambitnej, a więc klasycznej i jazzowej, a muzyka rozrywkowa miała być w niej tylko jednym z elementów jej repertuaru. I trudno się temu zresztą dziwić, wszakże audycję założono w Programie IV PR ze swej natury nakierowanym na bardziej elitarnego odbiorcę. Ponadto jej główny architekt, czyli Tomasz Szachowski był nie tylko byłym muzykiem, ale także dobrze wykształconym muzykologiem fascynującym się repertuarem klasycznym i jazzem. Raczej nigdy nie cenił, a przynajmniej na pewno nie fascynował się muzyką rockową, czy zwykłem popem. Jednak z powodu braku alternatywy w innych stacjach na polskim UKF słuchacze audycji wręcz wymusili zmianę jej charakteru na prowadzącym i kierownictwie PR. 

A tak to opisał sam zainteresowany, czyli Tomasz Szachowski w swym artykule pt.: „Czy można kochać całą muzykę” opublikowanym w „Magazynie Muzycznym Jazz” (nr 5/321 z IX-X 1985 r.):

„Od ponad dwu lat opiekuję się audycją radiową (Wieczór płytowy), która polega na prezentacji płyt z muzyką rozrywkową w całości. Ponieważ pora wymarzona (wieczór niedzielny), stereofonia i w dodatku w dużej części płyty kompaktowe emitowane na żywo. Program ten posiada stosunkowo liczną rzeszę odbiorców, rekrutujących się spośród rozmaitych grup wiekowych, zawodowych, o różnym stopniu wykształcenia. Ogromna masa listów, jakie otrzymałem i nadal otrzymuję od słuchaczy, stanowi kopalnię wiedzy na temat upodobań odbiorców. Listy te także wiele mówią o zmianach kryteriów wartości, jakie obecnie się dokonują, przynajmniej jeśli chodzi o muzykę.

Wieczór płytowy wystartował dwa i pół roku temu, chcąc w założeniu prezentować muzykę nieco bardziej ambitną o orientacji jazzowo-rockowej. Pierwsze prezentacje jazzowe napotkały na zdecydowany sprzeciw, i nie chodziło tu o konkretnych wykonawców, lecz o gatunek. Przytłaczająca większość odbiorców manifestowała wręcz swą wrogość do samego słowa jazz, wrzucając niekiedy do jednego jazzowego worka również piosenkarzy soulowych, może z wyjątkiem Michaela Jacksona, którego Thriller był wówczas na absolutnym szczycie (rok 1983). Ograniczyliśmy wiec jazz do minimum, serwując łagodniejsze odmiany rocka. Odezwali się natychmiast heavy-metalowcy, noworomantycy, elektronicy i wielbiciele Julio Iglesiasa, tworząc kilka silnych (łącznie z interwencjami na mojej radiowej górze) grup nacisku”.

W każdym razie to właśnie w tym pionierskim okresie, czyli w kilku pierwszych miesiącach istnienia audycji, gdy płyty nadawano w niej głównie jeszcze z płyt winylowych, a nie kompaktowych, zrodziła się jej ostateczna forma jako programu łączącego w sobie prezentację różnych stylów muzycznych, od klasyki, przez jazz po rok i pop. Ja w swym opisie całkowicie pominąłem wszystkie audycje z muzyką klasyczną jakie w niej nadano, bo nigdy planowano ich nie słuchałem, co oczywiście nie oznacza, że jej nie cenię. Z drugiej strony w muzyce klasycznej preferuję raczej współczesnych wykonawców, tych co – jak mawiają złośliwi – tworzą utwory tak, że nigdy nie wiadomo, czy jeszcze stroją, czy już grają - niż jej dawnych mistrzów.